"Kostka" znaczy "więcej!" Żyjąc w XXI wieku nie powtórzymy dokładnie czynów św. Stanisława Kostki, Naszym zadaniem jest raczej zrozumienie ducha tego świętego, który nie dał się zwieść mirażowi wygodnego życia, zabezpieczonego majątkiem rodziców. Miał odwagę przeciwstawić się panującym modom i naciskom grupy. Nie chciał ani imponować, ani uczynić z życia jednej wielkiej rozrywki. Był silną osobowością, miał swoją klasę i styl. Do końca zachował wolność. To nie był młody człowiek, który nie wie, po co żyje, jest znudzony i apatyczny, żądający od innych, a nie dający nic z siebie. Nie pozwalał sobie na eksperymenty w poszukiwaniu szczęścia. Wiedział, że ten świat nie zaspokoi jego tęsknot, że prędzej czy później poczułby się w nim oszukany lub zawiedziony.
Wiedział, ze charakter - to nie tylko sprawa dziedziczenia cech po przodkach, nie tylko wpływ środowiska, ale rzetelna praca nad sobą. Wiedział też, że stawać się dojrzałym człowiekiem, to podejmować trud rozwoju Nie był mięczakiem, który mów-i taki już jestem, a zło usprawiedliwia słabością, obwinia innych, oskarża warunki i historię Był czujnym ogrodnikiem wyrywającym chwasty słabości i grzechu, aby wyrosły piękne kwiaty i owoce Uwierzył w miłość Boga i całym sobą na nią odpowiedział.
"Jakoż w niewielkiej kaplicy, prócz nowicjuszów i Ojców za konnych, tłoczył się tłum włoski, entuzjastyczny, gorący. Kobiety znosiły coraz nowe naręcza kwiecia lub podnosiły w górę dzieci by im pokazać zmarłego. Inne, spoglądając w jego anielską twarz płakały modląc się głośno. Woń kwiatów wypełniała powietrze Czarna suknia zakonna Staszka ginęła w powodzi ziela. Z kwietnych objęć wychylały się tylko bose, wąskie stopy, drobne ręce i twarz uśmiechnięta, jasna, a piękna jak zjawisko Boże. I ponad rozmodlonym, wpatrzonym weń tłumem, leżał cicho w takim splendorze i glorii, o jakich nie marzył nawet nigdy pan kasztelan zakroczymski, chociaż ojcowskie jego ambicje nie miały granic.
Kardynał Alexandria zauważył z niejakim zdziwieniem, że purpura jego i godność nepota mniejsze niż zwykle czynią na pospólstwie wrażenie. Usuwano mu się z drogi z szacunkiem, owszem, lecz spojrzenia i uwaga byty dla kogo innego. Dla pacholęcia zmarłego, zwyczajnego nowicjusza. Nie wydało mu się to przystojnym.
- Skąd się zszedł cały ten plebs? - spytał niecierpliwie. - Chyba go umyślnie wzywano?
- Przeciwnie, wasza eminencjo. Nie rozgłaszalim nikomu...
- Nowicjuszem wszakże był... Skądże go na mieście znali?
- Sami nie wiemy - wyznał Ojciec de Freux. - Dobry byt chłopczyna, pobożny... Wszelako nic nadzwyczajnego... a oto takie poruszenie tłumu... Vox populi - vox Dei... być może... Skąd go znali? nie wiemy... Mały święty Polak, tak go cała dzielnica nazywa...
Z trudem wyprostowując schorzałą postać, Ojciec Franciszek Borgia szedł naprzeciw kardynała.
- Rad bym wiedzieć, co uczynił tyle honorowany nowicjusz? - zagadnął tenże.
- Święty był - odparł z prostotą generał.
Łacno szafujesz wasza wielebność słowem, które jeno Stolica Apostolska przyznawać jest w prawie... - zauważył sucho kardynał Ghislieri.
- Nie minie dziesiątek lat, a Stolica Apostolska to uczyni...
Kardynał wydął pogardliwie usta i spojrzał po tłumie równie gęstym, choć coraz to nowym. Zwłoki chłopca zniknęły już prawie pod ulewą ziół i kwiatów.
- Oto jest życie, Wasza Eminencjo - westchnął za plecami dostojnika kaznodzieja papieski, Ojciec de Tolet. - Umarło polskie dziecko i cały Rzym ciśnie się, aby mu cześć oddać; a z nami starymi, gdy pomrzemy, czy będzie podobnie?...
Kardynał odwrócił się szybko." (fragment książki)
Zofia Kossak, Z miłości. Opowieść o św. Stanisławie Kostce, ISBN 978-83-88162-95-4, Fundacja Servire Veritati Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2018, ss. 175, oprawa miękka