Obniżka! Cywilizacja nr 15 'Cywilizacje a osoba' Zobacz większe

Cywilizacja nr 15 "Cywilizacje a osoba"

Współczesna cywilizacja skażona jest kryzysem dotykającym wszystkich niemal dziedzin życia. Niektóre wydarzenia ostatnich lat, miesięcy, a nawet tygodni noszą znamiona apokaliptyczne. Z jednej strony obserwujemy coś, co jeden ze współczesnych francuskich filozofów, Pierre Manent, określił mianem „utraty rozsądku". Przejawia się ona w takich niegodziwościach, jak legalizacja mordowania nienarodzonych dzieci, coraz powszechniejsze i intensywniejsze dążenie do zapewnienia prawnej zgody na mordowanie tych, którzy z powodu starości lub cierpienia stali się bezużyteczni dla społeczeństwa lub utracili zdolność „korzystania z życia", czy wreszcie wszechobecność lobby homoseksualnego, które posiada wpływy w wielu prominentnych, aż po rządowe, instytucjach współczesnej Europy. Do tego dochodzi zjawisko „samobójstwa demograficznego": bogate i zdrowe społeczeństwa nie są zainteresowane kształtowaniem własnej przyszłości, nie dbają o to, by mieć komu przekazać to, co wypracowały. Zresztą, trzeba dodać, że społeczeństwa owe skwapliwie odcinają się od tego, co stanowi istotną część ich dziedzictwa: za niebyły traktuje się dwutysiącletni wkład chrześcijaństwa w kształtowanie rozumienia człowieka, życia społecznego, ostatecznego wyjaśniania moralności i polityki. Towarzyszy temu swoista antyreligijność, a ściślej antychrześcijaństwo przejawiające się w pogardliwym bądź wręcz bluźnierczym traktowaniu religii chrześcijańskiej w różnych dziedzinach życia i kultury. Z drugiej strony mamy do czynienia z jakąś irracjonalną wiarą w moc zbawczą międzynarodowych organizacji i parlamentów, ich rezolucji, uchwał, konsultacji i mediacji, tak jakby mogły one zastąpić rzeczywiste jednostkowe i społeczne działania zmierzające do odnowy i powrotu do zdrowego stanu. Autorzy tego numeru „Cywilizacji" zdają się wyrażać pogląd, że prawdziwy nurt kształtujący życie społeczne i historię nie jest wyłącznie polityczny i ekonomiczny, lecz przebiega głębiej, na poziomie ducha i kultury, dlatego proponują Czytelnikowi refleksję nad rzeczywistymi korzeniami współczesnego kryzysu - nad idealistycznymi i utopijnymi koncepcjami człowieka, moralności, prawa, wychowania, które wykluwając się w nowożytności ukształtowały współczesność. Przez trafną diagnozę łatwiej dotrzeć do metod odpowiedniej terapii, a tę proponuje się poprzez ukazanie realistycznego rozumienia świata i człowieka. REDAKCJA

ISSN 1643-3637, Fundacja Servire Veritati. Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2005, ss. 224, B5, oprawa miękka

Wysyłka w przeciągu 1-5 dni roboczych

Więcej szczegółów

8,00 zł brutto

-13,00 zł

21,00 zł brutto

Dodaj do listy życzeń

Więcej informacji

Współczesna cywilizacja skażona jest kryzysem dotykającym wszystkich niemal dziedzin życia. Niektóre wydarzenia ostatnich lat, miesięcy, a nawet tygodni noszą znamiona apokaliptyczne. Z jednej strony obserwujemy coś, co jeden ze współczesnych francuskich filozofów, Pierre Manent, określił mianem „utraty rozsądku". Przejawia się ona w takich niegodziwościach, jak legalizacja mordowania nienarodzonych dzieci, coraz powszechniejsze i intensywniejsze dążenie do zapewnienia prawnej zgody na mordowanie tych, którzy z powodu starości lub cierpienia stali się bezużyteczni dla społeczeństwa lub utracili zdolność „korzystania z życia", czy wreszcie wszechobecność lobby homoseksualnego, które posiada wpływy w wielu prominentnych, aż po rządowe, instytucjach współczesnej Europy. Do tego dochodzi zjawisko „samobójstwa demograficznego": bogate i zdrowe społeczeństwa nie są zainteresowane kształtowaniem własnej przyszłości, nie dbają o to, by mieć komu przekazać to, co wypracowały. Zresztą, trzeba dodać, że społeczeństwa owe skwapliwie odcinają się od tego, co stanowi istotną część ich dziedzictwa: za niebyły traktuje się dwutysiącletni wkład chrześcijaństwa w kształtowanie rozumienia człowieka, życia społecznego, ostatecznego wyjaśniania moralności i polityki. Towarzyszy temu swoista antyreligijność, a ściślej antychrześcijaństwo przejawiające się w pogardliwym bądź wręcz bluźnierczym traktowaniu religii chrześcijańskiej w różnych dziedzinach życia i kultury. Z drugiej strony mamy do czynienia z jakąś irracjonalną wiarą w moc zbawczą międzynarodowych organizacji i parlamentów, ich rezolucji, uchwał, konsultacji i mediacji, tak jakby mogły one zastąpić rzeczywiste jednostkowe i społeczne działania zmierzające do odnowy i powrotu do zdrowego stanu. Autorzy tego numeru „Cywilizacji" zdają się wyrażać pogląd, że prawdziwy nurt kształtujący życie społeczne i historię nie jest wyłącznie polityczny i ekonomiczny, lecz przebiega głębiej, na poziomie ducha i kultury, dlatego proponują Czytelnikowi refleksję nad rzeczywistymi korzeniami współczesnego kryzysu - nad idealistycznymi i utopijnymi koncepcjami człowieka, moralności, prawa, wychowania, które wykluwając się w nowożytności ukształtowały współczesność. Przez trafną diagnozę łatwiej dotrzeć do metod odpowiedniej terapii, a tę proponuje się poprzez ukazanie realistycznego rozumienia świata i człowieka. REDAKCJA

Spis treści

Tytułem wstępu…

Cywilizacje a osoba

Myśl CYWILIZACJI

o. M.A. Krąpiec OP Kryzys cywilizacyjny i cywilizacja miłości

Służyć PRAWDZIE

Henryk Kiereś Cywilizacja jako communio personarum

Paweł Skrzydlewski Czym jest cywilizacja?

Alina Rynio „Cywilizacja życia i miłości” a „kultura śmierci” według Jana Pawła II

Jacek Banaś Kartezjusz – ojciec nowożytnej kultury

Marek Torbicz Liberalizm: skaza na współczesności

Spełniać DOBRO

Ryszard Polak Feliks Koneczny wobec Rosji i jej cywilizacji [fragment]

Etymologicznie wyraz „słowianofilstwo” oznacza, jak wiadomo, „umiłowanie Słowian”. W polskiej literaturze naukowej używany był on na określenie zwolenników tak czy inaczej pojmowanej solidarności ogólnosłowiańskiej. U Rosjan natomiast przyjęło się używanie tego słowa w znaczeniu bardzo wąskim i ściśle zlokalizowanym historycznie: pojęcie to było nazwą konkretnej grupy ideologów szlacheckich, których koncepcje, ukształtowane już w końcu lat 30. XIX w., przeciwstawiały się tzw. okcydentalizmowi. Z. Madej zauważył, że początkowo miało ono pejoratywne znaczenie, a nawet używano go w znaczeniu obelżywym lub szyderczym. Jak zaś z kolei pisał J. Dobieszewski, „słowianofilstwo kształtowało się – wraz z nieustannie towarzyszącym mu okcydentalistycznym adwersarzem – w latach 30-tych XIX w., swoją świetność przeżyło w latach 40-tych – 50-tych, zaś w latach60-tych należało już w zasadzie do przeszłości. Nie oznaczało to oczywiście jakiegoś przejścia w sferę martwej pamięci; przeciwnie, znaczenie myśli słowianofilskiej w dziejach kultury rosyjskiej trudno byłoby przecenić. Znajdowała ona wszechstronne rozwinięcie i kontynuację w różnych kierunkach i koncepcjach, które wysuwały na plan pierwszy poszczególne elementy słowianofilstwa, doprowadzając je często do sprzeczności, a nawet wulgaryzacji, choć też próbując w innych uwarunkowaniach historycznych kontynuować istotne i źródłowe motywy myśli słowianofilskiej”. „Słowiańskość” tej grupy polegała na głoszeniu koncepcji unii rodzimych, rdzennie słowiańskich pierwiastków bytu społecznego i kultur dawnej Rosji. Narodami nierosyjskimi słowianofile zainteresowali się dopiero po wojnie krymskiej, kiedy to na łamach prasy i w wydawnictwach zwartych pojawiły się liczne publikacje na ten temat. Wtedy też carowie – w przeciwieństwie do okresu poprzedzającego to wydarzenie, czynnie zaangażowali się w szerzenie słowianofilskiej ideologii.

Najwybitniejszymi ideologami słowianofilstwa byli początkowo m.in.: Aleksy Chomiakow (1804-1860), Konstanty Aksakow (1817-1860), Iwan Kirejewski (1806-1856), Jerzy Samarin (1819-1876). Ideologia słowianofilska nie była jednolitym nurtem filozoficznym ani społecznym. ,,Już pobieżny rzut oka – pisała K. Chojnicka – na twórczość tych pisarzy wskazuje, że różne były ich drogi do zajęcia miejsca teoretyków, niejednakie inspiracje filozoficzne, brak wspólnej płaszczyzny działania. Można powiedzieć, że istniał jedynie pewien katalog podstawowych haseł, określających stosunek do wiary prawosławnej, cywilizacji Zachodu, ludu rosyjskiego, stanowiący podstawę do zaliczenia danego myśliciela do grupysłowianofilów”. Wszyscy powyżej wymienieni politycy zafascynowani byli rosyjską dynastią Romanowych. A. Chomiakow pisał wręcz, nie będąc zresztą, jak się wydaje, szczególnie w tym oryginalny, że lud rosyjski dobrowolnie powierzył despotycznym swym władcom na początku ich rządów misję przewodników do chwały i świetlanej przyszłości kraju. Jego twórczość, zarówno publicystyczna, jak też poetycka, miała charakter nacjonalistyczny, a nacjonalizm ów był rezultatem wiary tego filozofa w opatrznościową rolę Rosji w dziejach Europy i świata. I. Kirejewski, jak z kolei pisze A. Bezwiński, „kreślący idealny obraz funkcjonowania władzy i społeczeństwa w przeszłości, nie dostrzegał, lub też pomijał ciemne karty w historii swej ojczyzny. Można też jego stanowisko określić inaczej: teoretyczne umacnianie nacjonalizmu rosyjskiego nie dopuszczało przypominania wydarzeń podważających tę idealną konstrukcję”.

W publicystyce o charakterze propagandowym zawodowych polityków wspierali wówczas rosyjscy poeci i literaci, m.in. Mikołaj Jazykow i Włodzimierz S. Pieczerin. Był to czas, kiedy to, jak pisał A. Andrusiewicz, „poeci, pisarze, publicyści sławiąc Świętą Ruś idealizowali pokorę ludu rosyjskiego, jako wykwit doskonałości, fanatycznie stawiając naród (lud) rosyjski ponad inne”. Również zawodowi wojskowi służący w armii rosyjskiej szerzyli panslawistyczną ideologię; popularność dzięki publikacjom o charakterze szowinistyczno-rosyjskim zyskał m.in. generał Rościsław Fadiejew. W przekształceniu słowianofilstwa w panslawizm decydująca rola przypadła Iwanowi Aksakowowi (1823-1886). i Michałowi Kałkowowi. Byli oni głównymi filarami słowianofilstwa rosyjskiego w drugiej połowie XIX w. Pierwszy z nich był myślicielem i bardzo wpływowym politykiem dzięki swemu bogactwu i poparciu cara. Kierował m.in. panslawistyczną organizacją o nazwie Słowianofilskie Towarzystwo Dobroczynności. Miarą jego wpływów politycznych nie tylko w Rosji, ale poza jej granicami było np. to, że po wyzwoleniu Bułgarii (m.in. dzięki Rosji) niektóre tamtejsze komitety wyborcze wysunęły go jako kandydata do tronu bułgarskiego. Nie był jednak Aksakow w swych poglądach oryginalny. W artykułach poświęconych kwestii słowiańskiej pisał raczej to samo, co w swych dziełach zawarli jego ideowi poprzednicy. Nowością w jego koncepcji był natomiast wielkomocarstwowy nacjonalizm rosyjski, szczególnie podkreślany i akcentowany. Aksakow opowiadał się za „unarodowieniem” cesarstwa rosyjskiego poprzez całkowite podporządkowanie polityki wewnętrznej caratu nacjonalizmowi, a zewnętrznej – panslawizmowi. Jego poglądy zostały zaakceptowane przez współczesną mu władzę państwową Rosji.

Słowianofile i panslawiści rosyjscy opracowali dla celów propagandowych swoistą historiozofię dziejów Rosji, aby wykazać zasadność własnych dążeń imperialnych i usprawiedliwić specyfikę historii swego kraju oraz mentalność ludu.

Specyficzne, jak się wydaje, było chociażby uzasadnienie statusu i znaczenia własności prywatnej w Rosji przez rosyjskich myślicieli słowianofilskich. Otóż – jak twierdził K. Aksakow – ziemia w państwie carów nie jest własnością osób ją uprawiających, lecz jedynie przedmiotem władania. Dysponentem owej własności ziemskiej jest car. Jak pisał J. Dobieszewski, w interpretacji wspomnianego myśliciela: „Ziemia jest własnością cara, jest własnością cara nie w sensie własności prywatnej, ale właśnie państwowej, którą dysponuje zależnie od swej oceny zasług członków drużyny, udzielając im części swych uprawnień i dochodów w odniesieniu do przekazanego skrawka ziemi”. W związku z tym I. Kirejewski wskazywał, że w Rosji nie istnieje własność prywatna w jej zachodnioeuropejskim znaczeniu. Tak jak bowiem obce jest dla Rosjan indywidualistyczne rozumienie posiadania, charakterystyczne dla cywilizacji zachodniej, tak też i obce jest u nich pojmowanie własności w taki sposób, w jaki ujmuje owo zagadnienie prawo rzymskie i ustawodawstwo na nim się opierające.

I. Kirejewski (a także inni słowianofile) podejmował krytykę technicznych osiągnięć cywilizacji zachodniej, oskarżając ją o bezduszność, mechaniczność i estetyczną brzydotę. Była ona – jak twierdził – dogłębnie sprzeczna z ideałami chrześcijańskimi. Dlatego też radził Rosjanom, aby odrzucali zachodnioeuropejską cywilizację naukowo-techniczną, jako złą i degenerującą społeczeństwa i jednostki. Generalnie zaś słowianofile trafnie postrzegali, że postęp techniczny, urbanizacja i uprzemysłowienie są praktycznym następstwem racjonalizmu. Krytykowali oni nie samo przetwórstwo i wytwarzanie, lecz bezduszną cywilizację techniczną, która zdominowała ludzkie bytowanie. Słowianofilów raziło to, że „przemysł rządzi światem, dla niego wypowiada się wojny, leży u podstaw ustrojów społecznych, nadaje kierunek naukom i kulturze; jemu bije się pokłony, bo stanowi prawdziwe bóstwo współczesności”.

Aksakow, pisząc o kulturze polskiej, miał świadomość, że jej przewaga nad rosyjską jest dosyć duża. Dlatego też przekonywał swoich rodaków, że po to, aby pokonać nasze wpływy w imperium carów, powinni przede wszystkim odrodzić się moralnie. Nie wystarczy kierować się tzw. „patriotyzmem państwowym”, ale należy stanowić także moralną siłę, mogącą przeciwstawić się ekspansji katolicyzmu na wschód Europy. Odnowa moralna narodu rosyjskiego powinna być połączona z bezwzględną rusyfikacją ziem polskich, skierowaną przede wszystkim przeciwko wyższym warstwom społeczeństwa polskiego, wiernego katolickim zasadom moralnym i łacińskiej kulturze.

Chomiakow, gloryfikując prawosławie, starał się wykazywać błędność wszelkich zarzutów skierowanych przeciwko niemu. Przede wszystkim twierdził, że cesarz (tj. car), nie jest osobą decydującą w sprawach wiary i moralności prawosławnej, lecz jedynie podpisuje decyzje Świątobliwego Synodu, ale prawo do ogłaszania decyzji i wprowadzania ich w życie nie świadczy o tym jeszcze, że ma on wpływ na ich treść. Również wpływ cesarza na mianowanie biskupów i członków synodu nie ma, jak twierdził, wpływu na faktyczne relacje pomiędzy władzą państwową a Kościołem prawosławnym.

Kirejewski uważał, że teologia katolicka opiera się na racjonalizmie, który jest abstrakcyjny. W przeciwieństwie doń – prawosławie jest religią opierającą się na uczuciach, wewnętrznych przeżyciach, kontemplacji. Racjonalizm zaś był przez niego, a także przez Aksakowa, dosyć specyficznie rozumiany. Był on bowiem utożsamiany z filozoficznym realizmem, zapoczątkowanym przez Arystotelesa już w starożytności, a dopracowanym w szczegółach przez Tomasza z Akwinu. Według wspomnianych myślicieli myśl realistyczna była więc myślą racjonalistyczną, a scholastyka – systemem wprowadzającym do ludzkiego myślenia tylko powierzchowny formalizm.

Myśliciele rosyjscy, uzasadniając rzekomą wyższość cywilizacji rosyjskiej nad łacińską starali się dokonać krytyki światopoglądowych podstaw cywilizacji zachodniej, opartej na dziedzictwie kultury rzymskiej. Przede wszystkim zarzucano Rzymianom racjonalizm, który z gruntu jest fałszywy, bo „nie może wniknąć w wewnętrzną istotę rzeczy, ogarnia jedynie zewnętrzne formy; dlatego też Rzymianie wsławili się głównie w dziedzinie prawa, a więc w dziedzinie zgubnego racjonalizowania i formalizowania żywej więzi społecznej, przekształcając społeczeństwa w mechaniczny agregat izolowanych jednostek, połączonych jedynie więzią kontraktu lub więzią przymusu”. Dlatego też uważali, że dobrze się stało, że Rosja nie przyjęła racjonalistycznej tradycji starożytnego Rzymu, bo w ten sposób nie pielęgnuje nierozłącznie związanego z nim egoizmu, tak jak czyni się to na zachodzie Europy.

Słowianofilscy myśliciele rosyjscy podejmując krytykę cywilizacji zachodniej często nawiązywali do protestantyzmu, który pojawił się w Europie w XVI w. i stał się jednym z niewątpliwych źródeł kryzysu moralnego i światopoglądowego ludzi w krajach, w których jego idee zaczęły dominować (uważali, że idee protestanckie stały się na Zachodzie obowiązujące nawet w krajach katolickich). Rosyjscy uczeni dokonali jednoznacznie negatywnej oceny owego nurtu. Chomiakow uznał, że ideologia protestancka była konsekwencją rozwoju racjonalizmu rzymskiego, pielęgnowanego przez katolicyzm, a który w przed wystąpieniem Lutra stawał się coraz to bardziej materialistyczny. Była ona co prawda reakcją na materializm racjonalistyczny, ale nie była też jego reformą, lecz zwykłym zaprzeczeniem – w istocie bardziej jeszcze pogrążającym ludzkość w chaosie moralnym i indywidualistycznie zorientowanym osamotnieniu. Według wspomnianego myśliciela rosyjskiego, jak pisał A. Walicki, „racjonalizm materialistyczny zastąpili protestanci racjonalizmem idealistycznym, nadmiernie spirytualizując religię, usunęli wszystkie widoczne znaki więzi i pogłębili w ten sposób poczucie samotności. (...) W dalszym swym rozwoju protestantyzm przekształcił się w filozoficzny europejski idealizm, a ten z kolei w ateizm i materializm”. Pogląd taki wyrażał również Kirejewski.

Słowianofile w swoich wywodach odnoszących się do ustroju społecznego państw i ich organizacji popadali w swoistą sprzeczność. Po pierwsze – byli przeciwnikami wszelkiej hierarchii i przeciwstawiali państwu organizację wspólnoty plemiennej („obszczinę”) opierającą się na wspólnym, kolektywnym gospodarowaniu na ziemi i jednomyślnym podejmowaniu decyzji, po wtóre zaś – bronili carskiego despotyzmu, usprawiedliwiając decyzje podejmowane przez carów zarówno w przeszłości (dokonywali swoistej „apoteozy” Rosji przedpiotrowej), jak i niejednokrotnie w teraźniejszości.

Jacek Bartyzel Prawo własności według „doktorów kontrrewolucji”

Andrzej Solak Żołnierz Kontrrewolucji

Piotr Döerre Rzym a Zachód. Czy upadek jest nieunikniony?

Teresa Mazur „Podzielmy się kolędą” [Fragment]

W r. 1232 na ziemie polskie przybyli franciszkanie, którzy przynieśli ze sobą zainicjowany przez ich założyciela, św. Franciszka z Asyżu, zwyczaj adoracji żłóbka Jezusowego. Za sprawą zatem tego zakonu, na przełomie XIII i XIV w., pojawiły się najpierw we franciszkańskich, klasztornych, a potem także i we wszystkich innych kościołach szopki, zwane u nas również jasełkami. Urządzano je ustawiając w którejś z kaplic bocznej nawy makietę stajenki betlejemskiej z umieszczonymi w niej nieruchomymi figurkami: Dzieciątka Jezus złożonego w żłóbku na sianie, klęczącej, pochylonej nad Nim Maryi i stojącego obok, wspartego na pasterskiej lasce Józefa. Z głębi stajenki wychylały się obowiązkowo ku Narodzonemu głowy wołu i osła. Przed szopką widoczne były figurki pasterzy z darami, które 6 stycznia wymieniano na wyobrażenia trzech monarchów ze Wschodu w otoczeniu bogatych orszaków.

Ekspozycji szopki towarzyszyły hymny o treściach w pełni już bożonarodzeniowych, śpiewane po łacinie przez chór zakonników. Pieśni owe (m.in. Grates nunc omnes, Dies est laetitiae, In natali Domini, Angelus pastoribus, Christus nobis natus est) zasługiwały już na miano kolęd w dzisiejszym rozumieniu. Szopki budziły wielkie zainteresowanie wiernych, toteż rychło łacińskie pieśni przetłumaczono na język polski, aby stały się zrozumiałe dla ogółu. Wprowadzono także dodatkową atrakcję wprawiając w ruch figurki pasterzy i królów: przesuwały się one przed żłóbkiem poruszane przez ukrytych pod konstrukcją szopki mnichów czy – od ostatniej ćwierci XIV w. – także żaków.

Prawdopodobnie od początku tych szczególnych przedstawień szopkowych towarzyszące im pieśni spisywano, jednak najstarsze zapisy polskich kolęd pochodzą z wieku XV i znane są, niestety, tylko „z drugiej ręki”, m.in. z publikacji w pracy M.H. Juszczyńskiego Dykcyonarz poetów polskich wydanej w Krakowie w 1820 r. Juszczyński zaczerpnął owe teksty z pochodzącego z 1435 r. rękopiśmiennego tzw. Kancjonału Przeworszczyka (mianem „Przeworszczyk” określa się umownie anonimowego zakonnika z miejscowości Przeworsk, prawdopodobnie z tamtejszego klasztoru bożogrobców). Kancjonał ów zaginął najpewniej jeszcze w latach zaborów. Z pracy Juszczyńskiego wiadomo, że zbiór Przeworszczyka zawierał ok. 10 pieśni w języku polskim, wśród nich tłumaczenie hymnu Christus nobis natus est oraz utwór Bądź zdrów Królu Anjelski, do którego nie zdołano „dopasować” odpowiednika w języku łacińskim. Przyjęto w związku z tym, że jest on oryginalny i uznaje się go za najstarszą znaną polską kolędę.

Wiek XVI i następne stulecia przyniosły na naszych ziemiach prawdziwy rozkwit rodzimych pieśni bożonarodzeniowych. Tworzono ich dziesiątki i setki, lecz poza nielicznymi wyjątkami nie jest możliwe ani ustalenie dokładnych dat ich powstania, ani też przypisanie ich konkretnym, znanym z nazwiska autorom. Pieśni te, a wśród nich także kolędy, które do dziś są śpiewane, znamy z zapisów w licznych zbiorach rękopiśmiennych i drukowanych. Do zbiorów takich trafiały utwory zarówno świeżo powstałe, jak i te od lat znajdujące się „w obiegu”, stąd też każdy kolejny zestaw zawierał znaczną liczbę tekstów i melodii wcześniej już gdzie indziej zapisanych.

Posługując się chronologią wspomnianych zbiorów, po wcześniejszym ustaleniu, w którym z nich dana pieśń pojawiła się po raz pierwszy, można wyrobić sobie pewne pojęcie o wieku poszczególnych kolęd. Aby umożliwić to Czytelnikom, wymieniam poniżej najważniejsze, zdaniem muzykologów i filologów, takie zbiory. W dalszych częściach gawędy przy tytułach pieśni, o których będzie mowa zostanie podany w nawiasach kwadratowych [...] kolejny numer pozycji na tej liście, co pozwoli uniknąć wielokrotnego wymieniania nazw tychże zestawów przy charakterystyce przedstawianych utworów. Oto ów spis, uznanych za podstawowe, pochodzących ze stuleci XVI-XX, zbiorów kolęd polskich:

  1. Kancjonał kórnicki – rękopis zawierający kilkadziesiąt tekstów pieśni bez zapisu nutowego, zestawiony w latach 1551-1555.
  2. Kancjonał benedyktynek – 11 rękopisów (najstarszy z 1589 r.) sporządzanych w klasztorze w Staniątkach k. Krakowa od końca XVI w. przez cały w. XVII. Rękopisy te uporządkował i spisał na nowo organista Kazimierz Boczkowski w latach 1705-1707.
  3. Syncharma na uroczyste Przedwiecznego Syna Bożego Narodzenie – opracowane przez Sebastiana Miczyńskiego i Jakuba Gołąbskiego „dyalogi pasterskie” do recytacji i śpiewu, opublikowane w Krakowie, w 1624 r.
  4. Symfonie anielskie albo kolęda mieszkańcom ziemskim od muzyki niebieskiej wdzięcznym okrzykiem na Dzień Narodzenia Pańskiego zaśpiewane – zbiorek ok. 40 utworów zebranych prawdopodobnie przez Jana Żabczyca, opublikowany w 1630 r. przez krakowską oficynę drukarską M. Filipowskiego.
  5. Kancjonał karmelitański – 7 bardzo bogatych zbiorów rękopiśmiennych, powstałych w klasztorze karmelitanek bosych w Krakowie, w latach 1650-1741. Najobfitszy z rękopisów tej grupy pochodzący z r. 1722, a zawierający około 400 pieśni zwany jest także „Kantyczką Chybińskiego” od nazwiska wybitnego znawcy i badacza kolęd polskich, który rękopis ów wszechstronnie opracował i opublikował w latach dwudziestych XX w.
  6. Kantyczka jezuicka – wydana w Wilnie w 1745 r.
  7. Kantyczki pieśni nabożnych – zbiór opracowany przez J. Szlichtyna; I wydanie z r. 1765, rozszerzone wznowienie z r. 1785.
  8. Kancjonał bazyliański – spisany w klasztorze unickim w Supraślu k. Białegostoku i wydany tamże w r. 1792.
  9. Kolęda czyli zbiór pieśni na Boże Narodzenie dla wygody i nabożeństwa Ich Mości P.P. Franciszkanek Klasztoru św. Jędrzeja Ap. przez ks. Błażeja Chmielewskiego reformatę spisany w Krakowie, R.P. 1808.

10. Pastorałki i kolędy – zbiór przygotowany przez ks. Mieczysława Mioduszewskiego, bardzo starannie opracowany pod względem filologicznym i muzycznym. W wydaniu podstawowym (Kraków 1843 r.) oraz w Dodatku do pastorałek i kolęd (Lipsk, 1853 r.) łącznie zostało opublikowanych ponad 700 pieśni.

  1. Zbiór pieśni nabożnych na Narodzenie Pańskie z melodyjami przez T. Klonowskiego z r. 1856.
  2. Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce – dzieło Oskara Kolberga liczące 68 tomów poświęconych poszczególnym regionom Polski; wśród pieśni zawiera liczne pastorałki, w tym wiele wcześniej niepublikowanych w innych zbiorach. Pierwszy tom Ludu… ukazał się w r. 1857.
  3. Śpiewniczek Jana Siedleckiego z 1878 r.
  4. Śpiewnik kościelny T. Flaszy publikowany w zeszytach, w latach 1903-1906.
  5. Największa kantyczka Gwoździkowskiego z 1938 r.

Artur Zawisza Polska scena polityczna w nowej odsłonie

WIARA poszukująca zrozumienia

br. Marek M. Urbaniak FSC Cywilizowanie w duchu Ewangelii

Cywilizacyjne ROZMAITOŚCI

Wojciech Szczepański Kilka uwag historyka o kulturze (jej fenomenach i definiowaniu)

Arkadiusz Robaczewski Powrócić do rzeczywistości

ks. Henryk Majkrzak SCJ Kazachstan – kraj, ludzie i Kościół katolicki

Unijny kaganiec, modyfikowana żywność i historia pewnego pozdrowienia („Myśl Polska” 2005/46/47)

O innym spojrzeniu na Białoruś i prokomunistycznych schizmatykach („Nowe państwo” 2005/6)

„My, nowe pokolenie!” – o przeszłości i teraźniejszości dla przyszłości („My, nowe Pokolenie!” 2005/3)

Z życia INSTYTUTU EDUKACJI NARODOWEJ

Aneta Piątkowska Reforma edukacji: zagrożenia, skutki, drogi wyjścia

 

RECENZJE

Piotr R. Mazur Gawędy polskiego marynarza (Karol O. Borchardt, Utwory zebrane)

Piotr R. Mazur O wyższości świata Narni nad Hogwartem Pottera (Clipe S. Lewis, Opowieści z Narni)



ISSN 1643-3637, Fundacja Servire Veritati. Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2005, ss. 224, B5, oprawa miękka

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

Cywilizacja nr 15 "Cywilizacje a osoba"

Cywilizacja nr 15 "Cywilizacje a osoba"

Współczesna cywilizacja skażona jest kryzysem dotykającym wszystkich niemal dziedzin życia. Niektóre wydarzenia ostatnich lat, miesięcy, a nawet tygodni noszą znamiona apokaliptyczne. Z jednej strony obserwujemy coś, co jeden ze współczesnych francuskich filozofów, Pierre Manent, określił mianem „utraty rozsądku". Przejawia się ona w takich niegodziwościach, jak legalizacja mordowania nienarodzonych dzieci, coraz powszechniejsze i intensywniejsze dążenie do zapewnienia prawnej zgody na mordowanie tych, którzy z powodu starości lub cierpienia stali się bezużyteczni dla społeczeństwa lub utracili zdolność „korzystania z życia", czy wreszcie wszechobecność lobby homoseksualnego, które posiada wpływy w wielu prominentnych, aż po rządowe, instytucjach współczesnej Europy. Do tego dochodzi zjawisko „samobójstwa demograficznego": bogate i zdrowe społeczeństwa nie są zainteresowane kształtowaniem własnej przyszłości, nie dbają o to, by mieć komu przekazać to, co wypracowały. Zresztą, trzeba dodać, że społeczeństwa owe skwapliwie odcinają się od tego, co stanowi istotną część ich dziedzictwa: za niebyły traktuje się dwutysiącletni wkład chrześcijaństwa w kształtowanie rozumienia człowieka, życia społecznego, ostatecznego wyjaśniania moralności i polityki. Towarzyszy temu swoista antyreligijność, a ściślej antychrześcijaństwo przejawiające się w pogardliwym bądź wręcz bluźnierczym traktowaniu religii chrześcijańskiej w różnych dziedzinach życia i kultury. Z drugiej strony mamy do czynienia z jakąś irracjonalną wiarą w moc zbawczą międzynarodowych organizacji i parlamentów, ich rezolucji, uchwał, konsultacji i mediacji, tak jakby mogły one zastąpić rzeczywiste jednostkowe i społeczne działania zmierzające do odnowy i powrotu do zdrowego stanu. Autorzy tego numeru „Cywilizacji" zdają się wyrażać pogląd, że prawdziwy nurt kształtujący życie społeczne i historię nie jest wyłącznie polityczny i ekonomiczny, lecz przebiega głębiej, na poziomie ducha i kultury, dlatego proponują Czytelnikowi refleksję nad rzeczywistymi korzeniami współczesnego kryzysu - nad idealistycznymi i utopijnymi koncepcjami człowieka, moralności, prawa, wychowania, które wykluwając się w nowożytności ukształtowały współczesność. Przez trafną diagnozę łatwiej dotrzeć do metod odpowiedniej terapii, a tę proponuje się poprzez ukazanie realistycznego rozumienia świata i człowieka. REDAKCJA

ISSN 1643-3637, Fundacja Servire Veritati. Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2005, ss. 224, B5, oprawa miękka

Copyright © 2021 Fundacja Servire Veritati Instytut Edukacji Narodowej. Wykonanie: Nazwa.pl