Obniżka! Cywilizacja nr 32 'Polskość na emigracji' Zobacz większe

Cywilizacja nr 32 "Polskość na emigracji"

Raport z obczyzny

„Ojczyzna" i „obczyzna" - jakże podobne to słowa w piśmie i brzmieniu, a jakże dalekie od siebie są obszary i sprawy słowami owymi nazwane! „B" i „J" dzieli w alfabecie tylko dziewięć znaków. Ojczyznę od obczyzny oddziela czasem tylko biało-czerwony szlaban na szosie przy terminalu służby celnej, czasem kilka granicznych rzek i łańcuchów górskich, czasem ogromna przestrzeń oceanu, a zawsze - mur różnic: w języku, obyczajach, kulturze, religii, krajobrazie, klimacie. Jak trudno mur ten przekroczyć i jak trudno za nim żyć - wiedzą najlepiej ci, których z ojczyzny na obczyznę wygnał wróg, bunt, niedostatek albo tylko zwykła ciekawość świata i ci, od których „ojczyzna odeszła" pozostawiając ich we własnych domach rodzinnych za nowo nakreślonymi liniami granic państwowych.
W naszej eseistyce literackiej, w publikacjach prasowych i rozprawach socjologicznych wielokrotnie pojawia się stwierdzenie, że jesteśmy „narodem emigrantów". Nie jest to pogląd bezpodstawny, skoro aktualne dane mówią o około 38 mln Polaków mieszkających w obrębie terytorium Rzeczypospolitej, zaś ilość rodaków żyjących poza tym obszarem wyrażają liczbą 10-15 mln, z czego 6-10 mln osób przebywa w USA, około 1,5 mln w Niemczech, po około 800 tys. we Francji, Brazylii i na Białorusi, około 600 tys. w Kanadzie oraz po około 300 tys. na Litwie i Ukrainie. Są to największe „polskie gniazda" za granicą, zaś poza nimi nie ma bodaj kraju na świecie - od Norwegii po Republikę Zielonego Przylądka i od Hiszpanii po Nową Zelandię - gdzie nie znalazłoby się choćby kilku lub kilkunastu przedstawicieli naszego narodu. Przytoczone liczby uzmysławiają fakt, z którego nie zawsze zdajemy sobie sprawę: otóż na obczyźnie przebywa stale mniej więcej czwarta część wszystkich Polaków żyjących dziś na świecie, zatem w kraju prawdopodobnie brak rodziny, która nie miałaby za granicą krewnych albo najbliższych przyjaciół!
Dzieje polskiego wychodźstwa i kształtowania środowisk polonijnych zamykają się w dwóch stuleciach: od „pokościuszkowskiej", drezdeńskiej tzw. „małej emigracji" w końcu XVIII w. - poprzez tę Wielką, polistopadową, dalej - przez carskie zsyłki w głąb Rosji i na daleką Syberię, przez exodus „za chlebem" do Ameryki Północnej i Południowej w schyłkowym ćwierćwieczu XIX w. i w dobie kryzysu ekonomicznego lat międzywojnia w. XX, przez tułaczkę żołnierzy i uchodźców politycznych czasu II wojny, zakończoną ich osiedlaniem się w państwach Europy zachodniej, przez losy Kresowiaków odciętych od Macierzy granicą na Bugu, przez „turystów «Solidarności» i stanu wojennego" z lat 80. ubiegłego stulecia, aż do współczesnych wojaży młodych Polaków po „europejskiej wiosce" w poszukiwaniu intratnych posad i dróg międzynarodowej kariery.
Dwieście lat polskiej emigracji - to mnóstwo czasu i mnóstwo problemów. O wielu z nich można przeczytać w niniejszym numerze „Cywilizacji".
Poszczególne artykuły podnoszą sprawy dla podjętej tematyki najważniejsze. Mowa w nich m.in. o historycznych uwarunkowaniach oraz dziejach wychodźstwa XIX-wiecznego (na szczególną rekomendację zasługują tu piękne eseje dotyczące emigracyjnych losów C. K. Norwida i F. Chopina), o emigracji „londyńskiej", będącej skutkiem II wojny światowej i wprowadzonego po niej w Europie tzw. porządku jałtańskiego. Ciekawe teksty dotyczą psychologicznych, a także socjologicznych aspektów omawianego zjawiska. Poruszane są zwłaszcza kwestie trudności asymilacyjnych, dylematy: „zostać na emigracji czy wracać do kraju?", problemy rozpadu więzi małżeńskich wskutek pracy za granicą jednego ze współmałżonków.
Oddzielna grupa artykułów przedstawia charakter oraz zasięg wsparcia duchowego i bardzo realnej, jakże pożądanej, codziennej pomocy kierowanej ku polskim emigrantom na Zachodzie i ku zamieszkującym w krajach postsowieckich Kresowiakom - przez Kościół katolicki, jego księży i osoby konsekrowane. Są też na naszych łamach materiały związane z oficjalną polityką państwa wobec Polaków za granicą, a także wobec migrujących na nasze ziemie cudzoziemców, jest bardzo aktualne sprawozdanie ze starań polskich środowisk w Niemczech o status mniejszości narodowej, są informacje o życiu i działalności Polonii w USA, Irlandii i krajach Ameryki Łacińskiej. Poruszona wreszcie została bodaj najistotniejsza dziś kwestia tzw. emigracji poakcesyjnej do państw Unii Europejskiej, która już - być może - nie jest nawet emigracją sensu stricto, a tylko swobodnym przemieszczaniem się obywateli Europy (którymi wszyscy staliśmy się z dniem 1 V 2004 r.) po „ojczystym kontynencie".
Problemy wychodźstwa w rozmaity, lecz zawsze znaczący sposób wpływały na losy naszego narodu i naszej kultury, przybierając niekiedy kształt nader specyficzny i nie do pojęcia przez inne nacje. Dał temu wyraz znany językoznawca - polonista prof. J. Bralczyk, tak oto pisząc o jednym z najsłynniejszych naszych pielgrzymów, A. Mickiewiczu i stworzonej przezeń epopei narodowej: „W latach trzydziestych pozaprzeszłego wieku pewien emigrant z cesarstwa rosyjskiego, o którego narodowość spory wciąż się toczą, napisał w stolicy Francji poemat o Białorusi nazywając ją Litwą. Jak to dobrze, że napisał go wierszem i jeszcze do tego po polsku". Cytat ten dowodzi, jak kręte mogą być meandry polskiej emigracji. Treści prezentowanego dziś Państwu 32. numeru naszego periodyku, będące swoistym „raportem z obczyzny", z pewnością ułatwią orientację wśród tych meandrów, tak bardzo potrzebną wszystkim do zrozumienia współczesnego świata i naszego, polskiego w nim miejsca. REDAKCJA

ISSN 1643-3637, Fundacja Servire Veritati, Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2010, ss. 224, format: 166x240 , miękka oprawa

Wysyłka w przeciągu 1-5 dni roboczych

Więcej szczegółów

8,00 zł brutto

-13,00 zł

21,00 zł brutto

Dodaj do listy życzeń

Rabaty ilościowe

IlośćCenaOszczędzasz
10 4,00 zł Do 39,99 zł

Więcej informacji

Raport z obczyzny

„Ojczyzna" i „obczyzna" - jakże podobne to słowa w piśmie i brzmieniu, a jakże dalekie od siebie są obszary i sprawy słowami owymi nazwane! „B" i „J" dzieli w alfabecie tylko dziewięć znaków. Ojczyznę od obczyzny oddziela czasem tylko biało-czerwony szlaban na szosie przy terminalu służby celnej, czasem kilka granicznych rzek i łańcuchów górskich, czasem ogromna przestrzeń oceanu, a zawsze - mur różnic: w języku, obyczajach, kulturze, religii, krajobrazie, klimacie. Jak trudno mur ten przekroczyć i jak trudno za nim żyć - wiedzą najlepiej ci, których z ojczyzny na obczyznę wygnał wróg, bunt, niedostatek albo tylko zwykła ciekawość świata i ci, od których „ojczyzna odeszła" pozostawiając ich we własnych domach rodzinnych za nowo nakreślonymi liniami granic państwowych.
W naszej eseistyce literackiej, w publikacjach prasowych i rozprawach socjologicznych wielokrotnie pojawia się stwierdzenie, że jesteśmy „narodem emigrantów". Nie jest to pogląd bezpodstawny, skoro aktualne dane mówią o około 38 mln Polaków mieszkających w obrębie terytorium Rzeczypospolitej, zaś ilość rodaków żyjących poza tym obszarem wyrażają liczbą 10-15 mln, z czego 6-10 mln osób przebywa w USA, około 1,5 mln w Niemczech, po około 800 tys. we Francji, Brazylii i na Białorusi, około 600 tys. w Kanadzie oraz po około 300 tys. na Litwie i Ukrainie. Są to największe „polskie gniazda" za granicą, zaś poza nimi nie ma bodaj kraju na świecie - od Norwegii po Republikę Zielonego Przylądka i od Hiszpanii po Nową Zelandię - gdzie nie znalazłoby się choćby kilku lub kilkunastu przedstawicieli naszego narodu. Przytoczone liczby uzmysławiają fakt, z którego nie zawsze zdajemy sobie sprawę: otóż na obczyźnie przebywa stale mniej więcej czwarta część wszystkich Polaków żyjących dziś na świecie, zatem w kraju prawdopodobnie brak rodziny, która nie miałaby za granicą krewnych albo najbliższych przyjaciół!
Dzieje polskiego wychodźstwa i kształtowania środowisk polonijnych zamykają się w dwóch stuleciach: od „pokościuszkowskiej", drezdeńskiej tzw. „małej emigracji" w końcu XVIII w. - poprzez tę Wielką, polistopadową, dalej - przez carskie zsyłki w głąb Rosji i na daleką Syberię, przez exodus „za chlebem" do Ameryki Północnej i Południowej w schyłkowym ćwierćwieczu XIX w. i w dobie kryzysu ekonomicznego lat międzywojnia w. XX, przez tułaczkę żołnierzy i uchodźców politycznych czasu II wojny, zakończoną ich osiedlaniem się w państwach Europy zachodniej, przez losy Kresowiaków odciętych od Macierzy granicą na Bugu, przez „turystów «Solidarności» i stanu wojennego" z lat 80. ubiegłego stulecia, aż do współczesnych wojaży młodych Polaków po „europejskiej wiosce" w poszukiwaniu intratnych posad i dróg międzynarodowej kariery.
Dwieście lat polskiej emigracji - to mnóstwo czasu i mnóstwo problemów. O wielu z nich można przeczytać w niniejszym numerze „Cywilizacji".
Poszczególne artykuły podnoszą sprawy dla podjętej tematyki najważniejsze. Mowa w nich m.in. o historycznych uwarunkowaniach oraz dziejach wychodźstwa XIX-wiecznego (na szczególną rekomendację zasługują tu piękne eseje dotyczące emigracyjnych losów C. K. Norwida i F. Chopina), o emigracji „londyńskiej", będącej skutkiem II wojny światowej i wprowadzonego po niej w Europie tzw. porządku jałtańskiego. Ciekawe teksty dotyczą psychologicznych, a także socjologicznych aspektów omawianego zjawiska. Poruszane są zwłaszcza kwestie trudności asymilacyjnych, dylematy: „zostać na emigracji czy wracać do kraju?", problemy rozpadu więzi małżeńskich wskutek pracy za granicą jednego ze współmałżonków.
Oddzielna grupa artykułów przedstawia charakter oraz zasięg wsparcia duchowego i bardzo realnej, jakże pożądanej, codziennej pomocy kierowanej ku polskim emigrantom na Zachodzie i ku zamieszkującym w krajach postsowieckich Kresowiakom - przez Kościół katolicki, jego księży i osoby konsekrowane. Są też na naszych łamach materiały związane z oficjalną polityką państwa wobec Polaków za granicą, a także wobec migrujących na nasze ziemie cudzoziemców, jest bardzo aktualne sprawozdanie ze starań polskich środowisk w Niemczech o status mniejszości narodowej, są informacje o życiu i działalności Polonii w USA, Irlandii i krajach Ameryki Łacińskiej. Poruszona wreszcie została bodaj najistotniejsza dziś kwestia tzw. emigracji poakcesyjnej do państw Unii Europejskiej, która już - być może - nie jest nawet emigracją sensu stricto, a tylko swobodnym przemieszczaniem się obywateli Europy (którymi wszyscy staliśmy się z dniem 1 V 2004 r.) po „ojczystym kontynencie".
Problemy wychodźstwa w rozmaity, lecz zawsze znaczący sposób wpływały na losy naszego narodu i naszej kultury, przybierając niekiedy kształt nader specyficzny i nie do pojęcia przez inne nacje. Dał temu wyraz znany językoznawca - polonista prof. J. Bralczyk, tak oto pisząc o jednym z najsłynniejszych naszych pielgrzymów, A. Mickiewiczu i stworzonej przezeń epopei narodowej: „W latach trzydziestych pozaprzeszłego wieku pewien emigrant z cesarstwa rosyjskiego, o którego narodowość spory wciąż się toczą, napisał w stolicy Francji poemat o Białorusi nazywając ją Litwą. Jak to dobrze, że napisał go wierszem i jeszcze do tego po polsku". Cytat ten dowodzi, jak kręte mogą być meandry polskiej emigracji. Treści prezentowanego dziś Państwu 32. numeru naszego periodyku, będące swoistym „raportem z obczyzny", z pewnością ułatwią orientację wśród tych meandrów, tak bardzo potrzebną wszystkim do zrozumienia współczesnego świata i naszego, polskiego w nim miejsca. REDAKCJA

Tytułem wstępu…

Raport z obczyzny

 

Myśl CYWILIZACJI

ks. Bogdan Czupryn Dlaczego polskość na emigracji?

 

Służyć PRAWDZIE

ks. Andrzej Zwoliński Troska o naród na emigracji

ks. Henryk Skorowski Niebezpieczeństwo marginalizacji emigrantów i uchodźców w kontekście integracji Europy

ks. Wojciech Necel TChr Reemigracja – sytuacja emigrantów po powrocie

Imelda Chłodna Wielokulturowość jako efekt ruchów migracyjnych

Grzegorz Kucharczyk Emigracja – czas pielgrzymstwa i polityki

Grzegorz Kucharczyk

Emigracja – czas pielgrzymstwa i polityki

        Historia polskich emigracji politycznych zaczyna się z chwilą zniknięcia Rzeczypospolitej z mapy Europy w wyniku rozbiorów. Nie należy oczywiście zapominać o wcześniejszej nieco tzw. emigracji drezdeńskiej (złożonej ze zwolenników reformatorskiego dzieła Sejmu Wielkiego), którzy przygotowywali w kraju wybuch insurekcji kościuszkowskiej w 1794 r.

       W tym samym czasie, gdy w Petersburgu uczestnicy III rozbioru (Prusy, Rosja i Austria) zapewniali siebie oraz całą Europę, że już nigdy w żadnych dokumentach ani na mapach nie pojawi się nazwa „Królestwo Polskie”, na Półwyspie Apenińskim tworzyły się polskie legiony, a ich pieśń mówiła o Tej, „co nie zginęła, póki my żyjemy”. Bo Mazurek Dąbrowskiego, nasz hymn narodowy, to przecież dzieło polskiej emigracji. To nie tylko dowód pamięci i miłości emigrantów do ojczyzny, to także wyraz przekonania, że emigracja ma wobec zniewolonego kraju szczególny obowiązek służby – i to poczucie będzie charakteryzować dwie największe w polskich dziejach polityczne emigracje: Wielką Emigrację po upadku powstania listopadowego oraz emigrację polityczną na Zachodzie po 1945 r.

Polskie emigracje polityczne

Pierwsi polscy emigranci po upadku powstania listopadowego pojawili się w Paryżu w październiku 1831 r. W szczytowym okresie swojego istnienia, tzn. w latach 30. i 40. XIX w., Wielka Emigracja w krajach zachodnich liczyła około 10 tys. Polaków osiadłych przede wszystkim we Francji (mniejsze grupy osiedliły się w Wielkiej Brytanii, Belgii i w państwach włoskich). Jak widać, nie była to emigracja masowa, ale z pewnością wówczas na wychodźstwie znalazła się polska elita polityczna i kulturalna: zarówno wielcy wieszczowie (A. Mickiewicz, J. Słowacki, później C. K. Norwid), jak i politycy (ks. A. J. Czartoryski i J. Lelewel – historyk, ale też polityk). Wszystkich ich łączyło przekonanie, które w 1833 r. wyraził gen. W. Zamoyski (jeden z najbliższych współpracowników Czartoryskiego): „Emigracja polska nie jest wygnaniem, lecz aktem, który przedłuża walkę”.

            Wychodźcom chodziło więc przede wszystkim o przedłużenie walki Polski o niepodległość, przerwaną z chwilą upadku insurekcji listopadowej. Ale Wielka Emigracja odtwarzała i przedłużała również spory polityczne, które toczyły się wśród polskich stronnictw jeszcze w kraju. Jak pisał przebywający w Londynie S. E. Koźmian w 1842 r.: „Gniewasz się na mnie, że mnie bawi polityka [...]. Nie pogardzę tym, bo świat tym chodzi. Każdy z nas musi być politykiem, czy na wielką, czy na małą skalę”. Ale znamy także inne opinie w tej sprawie. Mickiewicz pisał w tym kontekście o „potępieńczych swarach na paryskim bruku”, a Z. Krasiński (choć formalnie nie emigrant) stwierdzał, że „polityka nie zdaje się nam na nic. Tak jak do bankierstwa, zmysłu do niej nie posiadamy. Gdy się w politykę wdajem, wpadamy w demagogię, w centralizację, w anarchię lub w królewszczady niekrólewskie, w zbrodnie lub śmieszność”.

Emigracja to pielgrzymowanie

            Z perspektywy ponad półtora wieku można powiedzieć, że bujne życie polityczne Wielkiej Emigracji, choć obfitujące w bardzo ostre nieraz spory (także między wieszczami, dość wspomnieć konflikt między Słowackim a Mickiewiczem), było jednak wielkim pożytkiem dla rozwoju polskiej kultury politycznej i polskiej myśli politycznej. W tamtych czasach, w pełni nieskrępowanie mogła ona rozwijać się tylko nad Sekwaną czy Tamizą.

            Mickiewicz pisał do rodaków-emigrantów: „Jesteście wśród cudzoziemców jak apostołowie wśród bałwochwalców”. Emigracja to pielgrzymstwo, jak wyjaśniał wieszcz w 1832 r. na kartach Ksiąg narodu polskiego i Ksiąg pielgrzymstwa polskiego. Pielgrzymka to nie włóczęga, to marsz z wiarą do celu, to wreszcie wyrzeczenia i ofiary. Tak rodził się polski mesjanizm romantyczny, jeden z wielkich darów Wielkiej Emigracji dla całego narodu polskiego. Dwa filary tego mesjanizmu: poczucie nadania Polakom przez Opatrzność szczególnej misji (misjonizm) oraz przekonanie, że misja ta związana jest z ofiarą, będą przewijać się w rozmaitych kierunkach polskiej myśli politycznej, wychowają całe pokolenia, które „swój życia los rzucą na stos”. Mesjanizm wreszcie to dar proroczy. Mickiewicz modlił się „o wojnę powszechną za wolność ludów”. Słowacki zaś widział „papieża słowiańskiego”, który „…przed mieczami tak nie uciecze / Jako ten Włoch, / On śmiało, jak Bóg, pójdzie na miecze, / Świat mu – to proch!”.

            Z kolei kierunek demokratyczny Wielkiej Emigracji rozumiał pielgrzymstwo zupełnie inaczej. Jeden z przywódców Towarzystwa Demokratycznego Polskiego stwierdzał, że „misją naszą jest: przewodniczyć ludom w ich walce przeciw ujarzmieniu. I byliśmy gotowi przelać krew naszą za każdą wolności sprawę”. Tak utrwalała się dewiza „walki za naszą i waszą wolność”.

Polityka na emigracji

            Zupełnie inną wizję polityczną prezentował konserwatywny obóz polityczny księcia Czartoryskiego (obóz Hotelu Lambert, od paryskiej siedziby księcia). W 1833 r. pisał on do jednego ze swoich współpracowników: „Mało od narodów, jeszcze mniej od rządów spodziewać się możemy. Nad sobą pracować, siebie organizować powinniśmy; z nas samych tylko odżyje nadzieja i z okoliczności od ludzi niezawisłych”. Nie oznaczało to wszakże, że Czartoryski zamknął się w wewnętrznym życiu emigracji. Przeczyła temu szeroko zakrojona „dyplomacja bez listów uwierzytelniających” księcia Adama – a więc jego wysiłki, by utrzymywać zainteresowanie zachodnich elit oraz opinii publicznej sprawą polską oraz by wykorzystać tzw. kryzys wschodni (wywołany ekspansją Rosji w kierunku Bałkanów kosztem słabnącej Turcji) dla postawienia sprawy niepodległości Polski ponownie jako ważnego przedmiotu zainteresowania europejskich mocarstw (przede wszystkim Francji oraz Wielkiej Brytanii).

            W 1834 r. Czartoryski pisał do współpracującego z nim K. Marcinkowskiego: „naród bez własnych sił i własnych sposobów nigdy się nie podniesie. Im silniejszy w sobie będzie, tym pewniej potrafi korzystać z mogących się zdarzyć przyjaznych wypadków, tym pewniej [...] rachować może na obcą pomoc”. Zgodnie z tą deklaracją twórca obozu Hotelu Lambert nie tylko materialnie wspierał polskich emigrantów, ale i patronował powstawaniu polskich instytucji kulturalnych nad Sekwaną; także jego staraniom Mickiewicz zawdzięczał objęcie katedry literatur słowiańskich w College de France.

            Wielka Emigracja – był to również czas intensywnego życia duchowego, przybierającego niekiedy postać poszukiwań wiodących do heterodoksyjnych celów (za przykład niech służy sekta A. Towiańskiego, w której przez jakiś czas utknęli Mickiewicz i Słowacki). Ale to na emigracji w latach 30. XIX w. powstało, założone przez polskich emigrantów, Zgromadzenie Zmartwychwstańców. Ten nowy zakon Kościoła powszechnego dał Polsce takich wybitnych duchownych – zasłużonych nie tylko dla wiary, ale i dla kultury – jak księża: A. Jełowicki, H. Kajsiewicz, P. Semenenko, W. Kalinka czy J. Koźmian. Myśl i prace zmartwychwstańców najlepiej streszczają słowa wypowiedziane przez B. Jańskiego – twórcy powstałego w 1834 r. stowarzyszenia Braci Zjednoczonych, które bezpośrednio poprzedzało powstanie zakonu: „poprzez sam katolicyzm, to jest przez poprawę życia, przez życie religijne, bez żadnego użycia środków rewolucyjnych, ojczyzna nasza może być zbawiona”.

            Wielka Emigracja pod wieloma względami była archetypiczna dla polskiej emigracji politycznej po 1945 r. Podobnie jak po 1831 r. na Zachodzie pozostali żołnierze walczący o niepodległość Polski, nieskuszeni zapewnieniami władz komunistycznych o „budowaniu wspólnego kraju wszystkich Polaków” (w XIX w. taką samą przynętą była obietnica carskiej amnestii, w wielu wypadkach kończąca się służbą w karnych batalionach na Kaukazie). Podobnie jak w XIX w., również po 1945 r. odtworzyło się nad Tamizą polskie życie polityczne, nie mające szans na takie funkcjonowanie w kraju okupowanym pospołu przez Sowietów oraz ich namiestników z PZPR. Dla niektórych kierunków – np. dla ruchu narodowego – tylko na emigracji istniały warunki istnienia. Ale podobnie było z autentycznymi ludowcami czy też spadkobiercami niepodległościowych tradycji PPS.

Dokonania emigracji powojennej

            Jakże uboższa byłaby polska kultura polityczna i myśl polityczna bez dzieł takich autorów jak W. Wasiutyński, L. i A. Ciołkoszowie czy J. Mieroszewski. Na emigracji po 1945 r. przechowywano symbole polskiej suwerenności – trwał rząd i prezydent RP (jeszcze do połowy lat 50. XX w. uznawani przez tak ważne podmioty prawa międzynarodowego, jak Stolica Apostolska), przechowano insygnia państwowe Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

            Jeden z polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii pisał w połowie XIX w.: „Piszmy więc, co kto może! Nie zważajmy na to, że nie każdy utworzy Grażynę, Dziady, Śpiewy historyczne [...] tym się zrażać nie powinniśmy, gdyż do najpiękniejszej budowli świata fundament jest potrzebny [...]. Przeto piszmy, co kto może i wyciskajmy w prasach […], a im więcej piszących, i drukujących, tym więcej będzie i czytających – skąd potomność czerpać będzie swe skarby”. Tego wezwania usłuchano nie tylko w okresie Wielkiej Emigracji, ale również po 1945 r.

            Aż do 1989 r. jedynym miejscem, gdzie polska twórczość literacka oraz polityczna publicystyka mogły rozwijać się bez ograniczeń stwarzanych przez komunistyczną cenzurę oraz ubeckie więzienia, była emigracja na Zachodzie. Co z tego zostało? Bardzo wiele. Dość wspomnieć dzieła J. Mackiewicza – jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy (także pisarzy politycznych) XX w. czy twórczość Cz. Miłosza – autora Zniewolonego umysłu i Rodzinnej Europy.

            W warunkach emigracyjnych był kontynuowany i rozwijany dorobek polskiej szkoły sowietologicznej, której najwybitniejszym przedstawicielem (nie tylko zresztą w polskim kontekście) był polski dominikanin o. J. Bocheński – przez pewien czas rektor uniwersytetu w szwajcarskim Fryburgu.

            W szeregu przypadków życie polityczne emigracji ograniczało się do toczenia jałowych sporów, odgrzewających dawne i już zupełnie nieaktualne konflikty (np. między piłsudczykami a narodowcami). Nie brakowało jednak inicjatyw świadczących o twórczej i dalekosiężnej myśli. Trzeba w tym kontekście wymienić paryską „Kulturę”, redagowaną przez J. Giedroycia. Stworzone przez niego – najpierw w Rzymie a potem w Maisons Laffite pod Paryżem – środowisko i pismo kontynuowało przedwojenne tradycje myśli politycznej („Buntu Młodych” i „Polityki”) domagającej się „otwarcia na Ukrainę” i wspierania niepodległościowych aspiracji narodów zamieszkujących między Polską a Rosją. Trzeba wspomnieć W. Wasiutyńskiego dokonującego adaptacji intelektualnego dziedzictwa narodowej tradycji do warunków II połowy XX w. (por. tegoż Źródła niepodległości).

            Śpiewając nasz narodowy hymn, odtwarzamy dzieło powstałe na emigracji dla całego narodu. Chodzi również o to, by korzystać z całości kulturowego i duchowego dziedzictwa polskich emigracji, bez nich bowiem nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy.

 

Jacek Gołębiowski II „Wielka Emigracja”, czyli o emigracji polskiej w Wielkiej Brytanii

Maciej Wojtacki „Kraj lat dziecinnych” w emigracyjnej publicystyce wileńskiego „Słowa” z lat 1940–1947

Michał Laszczkowski Korporacyjny Londyn

Jadwiga Plewko Polska emigracja zarobkowa

ks. Maciej Hułas Dylematy emigracji poakcesyjnej

Ryszard Polak O emigracji uwagi krytyczne

 

Spełniać DOBRO

Przemysław Czarnek Zadania Senatu RP w zakresie łączności z Polakami za granicą

Joanna Oleszkowicz Polityka Polski wobec imigrantów

Teresa Mazur Lengyelnek sok borsót…

 

SZTUKA jest trudna

Piotr Chlebowski Cypriana Norwida emigracyjnego losu przypadki

Elżbieta Skrzypek Zrodzony w polskiej krainie

 

WIARA poszukująca zrozumienia

ks. Edward Walewander O roli Kościoła w rozwoju polskości poza Polską

ks. Andrzej Orczykowski SChr Kościół wobec polskiej emigracji dawnej i współczesnej

 

Cywilizacyjne ROZMAITOŚCI

Katarzyna Cegielska Polskie akcenty w Ameryce Łacińskiej

Ewa Bielański Raport z polskiego Chicago

Karolina Corfield Na Zielonej Wyspie

Waldemar Maszewski Czy istnieje polska mniejszość narodowa w Niemczech?

Piotr R. Mazur Tułaczy los z karabinem w ręku

 

RECENCJE

Piotr R. Mazur Nowe „księgi pielgrzymstwa”


ISSN 1643-3637, Fundacja Servire Veritati, Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2010, ss. 224, format: 166x240 , miękka oprawa

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

Cywilizacja nr 32 "Polskość na emigracji"

Cywilizacja nr 32 "Polskość na emigracji"

Raport z obczyzny

„Ojczyzna" i „obczyzna" - jakże podobne to słowa w piśmie i brzmieniu, a jakże dalekie od siebie są obszary i sprawy słowami owymi nazwane! „B" i „J" dzieli w alfabecie tylko dziewięć znaków. Ojczyznę od obczyzny oddziela czasem tylko biało-czerwony szlaban na szosie przy terminalu służby celnej, czasem kilka granicznych rzek i łańcuchów górskich, czasem ogromna przestrzeń oceanu, a zawsze - mur różnic: w języku, obyczajach, kulturze, religii, krajobrazie, klimacie. Jak trudno mur ten przekroczyć i jak trudno za nim żyć - wiedzą najlepiej ci, których z ojczyzny na obczyznę wygnał wróg, bunt, niedostatek albo tylko zwykła ciekawość świata i ci, od których „ojczyzna odeszła" pozostawiając ich we własnych domach rodzinnych za nowo nakreślonymi liniami granic państwowych.
W naszej eseistyce literackiej, w publikacjach prasowych i rozprawach socjologicznych wielokrotnie pojawia się stwierdzenie, że jesteśmy „narodem emigrantów". Nie jest to pogląd bezpodstawny, skoro aktualne dane mówią o około 38 mln Polaków mieszkających w obrębie terytorium Rzeczypospolitej, zaś ilość rodaków żyjących poza tym obszarem wyrażają liczbą 10-15 mln, z czego 6-10 mln osób przebywa w USA, około 1,5 mln w Niemczech, po około 800 tys. we Francji, Brazylii i na Białorusi, około 600 tys. w Kanadzie oraz po około 300 tys. na Litwie i Ukrainie. Są to największe „polskie gniazda" za granicą, zaś poza nimi nie ma bodaj kraju na świecie - od Norwegii po Republikę Zielonego Przylądka i od Hiszpanii po Nową Zelandię - gdzie nie znalazłoby się choćby kilku lub kilkunastu przedstawicieli naszego narodu. Przytoczone liczby uzmysławiają fakt, z którego nie zawsze zdajemy sobie sprawę: otóż na obczyźnie przebywa stale mniej więcej czwarta część wszystkich Polaków żyjących dziś na świecie, zatem w kraju prawdopodobnie brak rodziny, która nie miałaby za granicą krewnych albo najbliższych przyjaciół!
Dzieje polskiego wychodźstwa i kształtowania środowisk polonijnych zamykają się w dwóch stuleciach: od „pokościuszkowskiej", drezdeńskiej tzw. „małej emigracji" w końcu XVIII w. - poprzez tę Wielką, polistopadową, dalej - przez carskie zsyłki w głąb Rosji i na daleką Syberię, przez exodus „za chlebem" do Ameryki Północnej i Południowej w schyłkowym ćwierćwieczu XIX w. i w dobie kryzysu ekonomicznego lat międzywojnia w. XX, przez tułaczkę żołnierzy i uchodźców politycznych czasu II wojny, zakończoną ich osiedlaniem się w państwach Europy zachodniej, przez losy Kresowiaków odciętych od Macierzy granicą na Bugu, przez „turystów «Solidarności» i stanu wojennego" z lat 80. ubiegłego stulecia, aż do współczesnych wojaży młodych Polaków po „europejskiej wiosce" w poszukiwaniu intratnych posad i dróg międzynarodowej kariery.
Dwieście lat polskiej emigracji - to mnóstwo czasu i mnóstwo problemów. O wielu z nich można przeczytać w niniejszym numerze „Cywilizacji".
Poszczególne artykuły podnoszą sprawy dla podjętej tematyki najważniejsze. Mowa w nich m.in. o historycznych uwarunkowaniach oraz dziejach wychodźstwa XIX-wiecznego (na szczególną rekomendację zasługują tu piękne eseje dotyczące emigracyjnych losów C. K. Norwida i F. Chopina), o emigracji „londyńskiej", będącej skutkiem II wojny światowej i wprowadzonego po niej w Europie tzw. porządku jałtańskiego. Ciekawe teksty dotyczą psychologicznych, a także socjologicznych aspektów omawianego zjawiska. Poruszane są zwłaszcza kwestie trudności asymilacyjnych, dylematy: „zostać na emigracji czy wracać do kraju?", problemy rozpadu więzi małżeńskich wskutek pracy za granicą jednego ze współmałżonków.
Oddzielna grupa artykułów przedstawia charakter oraz zasięg wsparcia duchowego i bardzo realnej, jakże pożądanej, codziennej pomocy kierowanej ku polskim emigrantom na Zachodzie i ku zamieszkującym w krajach postsowieckich Kresowiakom - przez Kościół katolicki, jego księży i osoby konsekrowane. Są też na naszych łamach materiały związane z oficjalną polityką państwa wobec Polaków za granicą, a także wobec migrujących na nasze ziemie cudzoziemców, jest bardzo aktualne sprawozdanie ze starań polskich środowisk w Niemczech o status mniejszości narodowej, są informacje o życiu i działalności Polonii w USA, Irlandii i krajach Ameryki Łacińskiej. Poruszona wreszcie została bodaj najistotniejsza dziś kwestia tzw. emigracji poakcesyjnej do państw Unii Europejskiej, która już - być może - nie jest nawet emigracją sensu stricto, a tylko swobodnym przemieszczaniem się obywateli Europy (którymi wszyscy staliśmy się z dniem 1 V 2004 r.) po „ojczystym kontynencie".
Problemy wychodźstwa w rozmaity, lecz zawsze znaczący sposób wpływały na losy naszego narodu i naszej kultury, przybierając niekiedy kształt nader specyficzny i nie do pojęcia przez inne nacje. Dał temu wyraz znany językoznawca - polonista prof. J. Bralczyk, tak oto pisząc o jednym z najsłynniejszych naszych pielgrzymów, A. Mickiewiczu i stworzonej przezeń epopei narodowej: „W latach trzydziestych pozaprzeszłego wieku pewien emigrant z cesarstwa rosyjskiego, o którego narodowość spory wciąż się toczą, napisał w stolicy Francji poemat o Białorusi nazywając ją Litwą. Jak to dobrze, że napisał go wierszem i jeszcze do tego po polsku". Cytat ten dowodzi, jak kręte mogą być meandry polskiej emigracji. Treści prezentowanego dziś Państwu 32. numeru naszego periodyku, będące swoistym „raportem z obczyzny", z pewnością ułatwią orientację wśród tych meandrów, tak bardzo potrzebną wszystkim do zrozumienia współczesnego świata i naszego, polskiego w nim miejsca. REDAKCJA

ISSN 1643-3637, Fundacja Servire Veritati, Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2010, ss. 224, format: 166x240 , miękka oprawa

Copyright © 2021 Fundacja Servire Veritati Instytut Edukacji Narodowej. Wykonanie: Nazwa.pl