Obniżka! Cywilizacja nr 31. 'Rzeczy ostateczne' Zobacz większe

Cywilizacja nr 31. "Rzeczy ostateczne"

Non omnis moriar

Non omnis moriar („Nie wszystek umrę") - napisał największy bodaj poeta antycznego Rzymu, Quintus Horatius Flacus powszechnie zwany Horacym, w swej słynnej, powstałej w r. 23 przed Chr. odzie Exegi monumentum... Twórca wyrażał w ten sposób słuszne przeświadczenie o ponadczasowym charakterze swej sławy poetyckiej, lecz myśl: non omnis moriar - my, katolicy, możemy też potraktować szerzej, w kontekście dogmatów naszej religii o nieśmiertelności duszy i zmartwychwstaniu ciała. Wiemy przecież, iż na koniec naszej drogi przez życie doczesne nie rozpłyniemy się w nicość, lecz wkroczymy w wieczność, zostawiając ziemską powłokę w ciszy cmentarnej „na przechowanie" do dnia sądu ostatecznego tak, jak dziś pozostawiamy nasze okrycia w szatni teatralnej do czasu zakończenia spektaklu.
Moment, w którym dusza opuszczając ciało staje na progu wieczności w języku hagiografów nazywa się „narodzinami dla nieba" lub „powrotem do domu Ojca", zaś w języku lekarzy i prawników oraz w mowie potocznej nosi nazwę śmierci i jest pierwszą z rzeczy ostatecznych. Rzecz następna to Sąd Boży, kiedy przed Najwyższym Majestatem trzeba zdać rachunek z tego, jak wykorzystało się otrzymany Odeń dar życia, po czym zapada nieodwołalny wyrok: zbawienie, pokuta lub potępienie. Trzecia rzecz ostateczna to jedna z dróg wskazana duszy przez Najsprawiedliwszego z Sędziów: droga wiekuistej szczęśliwości obcowania z Nim, rzadko natychmiast osiągana, najczęściej poprzedzona czyśćcową lekcją pokory i miłości godnej Stwórcy albo droga piekielnej męki i wieczystych cierpień, od których nie ma ucieczki.
Większość z nas nieustannie odsuwa od siebie zarówno myśl o śmierci, jak i o tym, „co dalej?". Tłumaczymy to faktem, że natłok bieżących spraw i problemów nie pozostawia czasu, by rozważać sprawy związane z końcem życia. W istocie jednak do uchylania się od takich tematów w rozmowach i rozważaniach skłania nas z jednej strony po prostu strach i niewiedza, a z drugiej - „obowiązkowy" dziś, propagowany przez mass media kult młodości, urody, siły, bogactwa i życiowego sprytu, jakże daleki od głębokich rozterek, psychicznej i fizycznej udręki ludzi stających w obliczu własnej lub cudzej śmierci.
Świadomość rzeczy ostatecznych wobec ich nieuchronności i nieodwracalności jest jednak potrzebna każdemu człowiekowi. W jej rozbudowaniu i właściwym ukształtowaniu pomóc ma niniejszy numer „Cywilizacji", w którym zagadnienia dotyczące śmierci i życia wiecznego oraz pokrewne im kwestie natury teologicznej i filozoficznej znalazły wieloaspektowe odbicie. Zawarte w periodyku materiały można podzielić na trzy grupy tematyczne. Pierwsza obejmuje teksty związane z wiadomymi znakami Bożej obecności wśród żywych: cudami, objawieniami, wizjami świętych mistyków oraz artykuły rozważające istotę „krain zaświatów" - niebios, czyśćca i piekła, a także poświęcone aniołom, z uwzględnieniem ich służebnej roli wobec Boga i ludzi.
Teksty drugiej grupy odnoszą się do zła jako największej przeszkody na drodze człowieka do zbawienia. Dowiedzieć się z nich można, czym jest zło w ujęciu filozoficznym i pod jakimi postaciami atakuje dziś najczęściej. W poszczególnych artykułach mowa m.in. o postępującej dechrystianizacji, dokonującej się za przyzwoleniem i z poparciem rządów licznych „wysoko cywilizowanych" państw europejskich oraz instytucji unijnych, o eutanazji i aborcji, o eskalacji satanizmu, wreszcie - o mającym komercyjne podłoże propagowaniu wśród dzieci mody na „czary", wróżby i praktyki spirytystyczne w ramach tzw. „potteromanii" wywołanej powieściami J. Rowling.
Zagadnienia, z którymi wiąże się ostatnia grupa przedstawianych tekstów, można by nazwać umownie „pedagogiką rzeczy ostatecznych". Ukazują one przede wszystkim potrzebę mądrego „wychowania do śmierci", uświadamiania, że jest ona nie tyleż końcem, co początkiem, podnoszą sprawę umiejętnych rozmów z dziećmi o umieraniu, kwestię duchowego wsparcia dla osób przeżywających czas żałoby po zmarłych bliskich, problemy profilaktyki mogącej zahamować współczesną plagę samobójstw.
Mimo że tym razem materiały prezentowane na łamach „Cywilizacji" są nie najłatwiejsze i bardziej niż kiedykolwiek poważne, liczymy, że wzbudzą Państwa zainteresowanie, a jeśli pod wpływem lektury Horacjańskie Non omnis moriar będą mogli Państwo powtórzyć sobie w duchu z pełnym zrozumieniem i ufną w Bogu nadzieją, będziemy szczęśliwi, iż 31. numer naszego kwartalnika należycie wypełnił swą misję. REDAKCJA

ISSN 1643-3637, Fundacja Servire Veritati, Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2009, ss. 224, format: 166x240 , miękka oprawa

Wysyłka w przeciągu 1-5 dni roboczych

Więcej szczegółów

8,00 zł brutto

-13,00 zł

21,00 zł brutto

Dodaj do listy życzeń

Więcej informacji

Non omnis moriar

Non omnis moriar („Nie wszystek umrę") - napisał największy bodaj poeta antycznego Rzymu, Quintus Horatius Flacus powszechnie zwany Horacym, w swej słynnej, powstałej w r. 23 przed Chr. odzie Exegi monumentum... Twórca wyrażał w ten sposób słuszne przeświadczenie o ponadczasowym charakterze swej sławy poetyckiej, lecz myśl: non omnis moriar - my, katolicy, możemy też potraktować szerzej, w kontekście dogmatów naszej religii o nieśmiertelności duszy i zmartwychwstaniu ciała. Wiemy przecież, iż na koniec naszej drogi przez życie doczesne nie rozpłyniemy się w nicość, lecz wkroczymy w wieczność, zostawiając ziemską powłokę w ciszy cmentarnej „na przechowanie" do dnia sądu ostatecznego tak, jak dziś pozostawiamy nasze okrycia w szatni teatralnej do czasu zakończenia spektaklu.
Moment, w którym dusza opuszczając ciało staje na progu wieczności w języku hagiografów nazywa się „narodzinami dla nieba" lub „powrotem do domu Ojca", zaś w języku lekarzy i prawników oraz w mowie potocznej nosi nazwę śmierci i jest pierwszą z rzeczy ostatecznych. Rzecz następna to Sąd Boży, kiedy przed Najwyższym Majestatem trzeba zdać rachunek z tego, jak wykorzystało się otrzymany Odeń dar życia, po czym zapada nieodwołalny wyrok: zbawienie, pokuta lub potępienie. Trzecia rzecz ostateczna to jedna z dróg wskazana duszy przez Najsprawiedliwszego z Sędziów: droga wiekuistej szczęśliwości obcowania z Nim, rzadko natychmiast osiągana, najczęściej poprzedzona czyśćcową lekcją pokory i miłości godnej Stwórcy albo droga piekielnej męki i wieczystych cierpień, od których nie ma ucieczki.
Większość z nas nieustannie odsuwa od siebie zarówno myśl o śmierci, jak i o tym, „co dalej?". Tłumaczymy to faktem, że natłok bieżących spraw i problemów nie pozostawia czasu, by rozważać sprawy związane z końcem życia. W istocie jednak do uchylania się od takich tematów w rozmowach i rozważaniach skłania nas z jednej strony po prostu strach i niewiedza, a z drugiej - „obowiązkowy" dziś, propagowany przez mass media kult młodości, urody, siły, bogactwa i życiowego sprytu, jakże daleki od głębokich rozterek, psychicznej i fizycznej udręki ludzi stających w obliczu własnej lub cudzej śmierci.
Świadomość rzeczy ostatecznych wobec ich nieuchronności i nieodwracalności jest jednak potrzebna każdemu człowiekowi. W jej rozbudowaniu i właściwym ukształtowaniu pomóc ma niniejszy numer „Cywilizacji", w którym zagadnienia dotyczące śmierci i życia wiecznego oraz pokrewne im kwestie natury teologicznej i filozoficznej znalazły wieloaspektowe odbicie. Zawarte w periodyku materiały można podzielić na trzy grupy tematyczne. Pierwsza obejmuje teksty związane z wiadomymi znakami Bożej obecności wśród żywych: cudami, objawieniami, wizjami świętych mistyków oraz artykuły rozważające istotę „krain zaświatów" - niebios, czyśćca i piekła, a także poświęcone aniołom, z uwzględnieniem ich służebnej roli wobec Boga i ludzi.
Teksty drugiej grupy odnoszą się do zła jako największej przeszkody na drodze człowieka do zbawienia. Dowiedzieć się z nich można, czym jest zło w ujęciu filozoficznym i pod jakimi postaciami atakuje dziś najczęściej. W poszczególnych artykułach mowa m.in. o postępującej dechrystianizacji, dokonującej się za przyzwoleniem i z poparciem rządów licznych „wysoko cywilizowanych" państw europejskich oraz instytucji unijnych, o eutanazji i aborcji, o eskalacji satanizmu, wreszcie - o mającym komercyjne podłoże propagowaniu wśród dzieci mody na „czary", wróżby i praktyki spirytystyczne w ramach tzw. „potteromanii" wywołanej powieściami J. Rowling.
Zagadnienia, z którymi wiąże się ostatnia grupa przedstawianych tekstów, można by nazwać umownie „pedagogiką rzeczy ostatecznych". Ukazują one przede wszystkim potrzebę mądrego „wychowania do śmierci", uświadamiania, że jest ona nie tyleż końcem, co początkiem, podnoszą sprawę umiejętnych rozmów z dziećmi o umieraniu, kwestię duchowego wsparcia dla osób przeżywających czas żałoby po zmarłych bliskich, problemy profilaktyki mogącej zahamować współczesną plagę samobójstw.
Mimo że tym razem materiały prezentowane na łamach „Cywilizacji" są nie najłatwiejsze i bardziej niż kiedykolwiek poważne, liczymy, że wzbudzą Państwa zainteresowanie, a jeśli pod wpływem lektury Horacjańskie Non omnis moriar będą mogli Państwo powtórzyć sobie w duchu z pełnym zrozumieniem i ufną w Bogu nadzieją, będziemy szczęśliwi, iż 31. numer naszego kwartalnika należycie wypełnił swą misję. REDAKCJA

Tytułem wstępu…

Non omnis moriar…

Myśl CYWILIZACJI

o. Jerzy Zieliński OCD Śmierć, czyściec, piekło, niebo

 

Służyć PRAWDZIE

ks. Andrzej Maryniarczyk SDB Tajemnica zła

[fragment]

Problem zła zawsze niepokoił umysły nie tylko filozofów, ale i każdego człowieka. Zło jest tym, co najbardziej dotyka ludzką naturę, z czym człowiek nie tylko poznawczo, ale i egzystencjalnie nie może sobie poradzić. Co więcej, zło jest jakby wpisane w dzieje bytowania ludzkiego. Wiąże się to m.in. z przeznaczoną każdemu człowiekowi śmiercią, której zapowiedzią są cierpienia i choroby, z doświadczeniem niepewności losu ludzkiego, z faktem istnienia wolności i ograniczenia tej wolności przez wolność drugiego człowieka, z faktem niszczycielskich niekiedy sił natury itp.

            Zło, którego doświadcza człowiek, ma różne postacie. Jest to zło-choroba, zło-nieszczęście, zło-wojny, zło-katastrofy, zło-kalectwa, aż do zła-śmierci włącznie. Możemy też mówić o złu moralnym, kosmicznym, społecznym (systemy polityczne) czy złu śmierci .

Różnorodne nauki podejmują wysiłek teoretycznego i praktycznego rozwiązania problemu zła. Medycyna czyni to, szukając środków zabezpieczających przed chorobą, a nawet przed śmiercią, teologia – ukazując perspektywę życia wiecznego, dyplomacja i polityka szukają sposobów rozwiązania zła społecznego, filozofia z kolei poszukuje wyjaśnienia przyczyn oraz natury i celu zła.

            Zanim spróbujemy zmierzyć się z problem zła na płaszczyźnie filozoficznej, musimy sobie uświadomić, że poza obszarem filozoficznych wyjaśnień pozostanie coś, czego nie jesteśmy w stanie czysto rozumowo dotknąć, a co stanowi najgłębszą tajemnicę zła. Chodzi mianowicie o odpowiedź na pytanie: jaki sens ma zło? czy zło może w ogóle mieć jakiś sens? Na to pytanie próbują udzielić odpowiedzi różne religie. Wystarczy przywołać takie religie jak buddyzm, islam, judaizm czy chrześcijaństwo, by uświadomić sobie, w jak różny sposób podchodzą one do wyjaśniania problemu tajemnicy zła i jego sensu.

W filozoficznym wyjaśnianiu zacieśnia się problematykę zła do poszukiwania odpowiedzi na dwa główne pytania: czym jest, a więc w jaki sposób istnieje zło? oraz dlaczego istnieje zło? Pytanie o ostateczny sens zła, a więc czy zło (cierpienie, śmierć) ma jakiś sens i dlaczego pojawia się, pozostaje dla filozofii wielką tajemnicą (właściwie niedostępną).

            Problem obecności zła w świecie w różnych postaciach i formach był i jest ciągle przedmiotem refleksji filozoficznej. W historii filozofii możemy wskazać okresy mniej lub bardziej intensywnego zainteresowania się problematyką zła . Na terenie filozofii spotykamy dwie odrębne próby wyjaśniania tajemnicy zła, które od starożytności konkurowały ze sobą. Jedną z nich możemy nazwać dualistyczną, zgodnie z którą zło pojmuje się jako samodzielny byt, istniejący odwiecznie obok dobra , oraz realistyczną, która tajemnicę zła upatruje w braku pełni dobra w bycie . Obie interpretacje, odpowiednio do pojmowania natury zła, usiłują wskazać na jego naturę, przyczynę i sens. Przyjrzyjmy się bliżej tym interpretacjom, gdyż są one nie tylko obecne w księgach filozofów, lecz są także częścią współczesnego dziedzictwa kulturowego.

Absolutyzacja i sakralizacja zła

Pierwsze próby wyjaśnienia tajemnicy zła, jakie pojawiły się w starożytności, wskazywały na zło jako na coś, co samodzielnie istnieje, ma własną naturę i przyczynę. Świat pojmowany był jako złożony z bytów złych i dobrych. Przyczynę tego stanu rzeczy upatrywano w tym, że całą rzeczywistością miały rządzić od wieków dwie zasady: zasada dobra i zła.

            Wśród filozofów, nawiązujących do tej interpretacji spotykamy takich, którzy podkreślali czasowość zła i takich, według których zło było, jest i będzie. Zdaniem np. Heraklita (VII w. przed Chr.), chociaż w świecie istnieje wieczny konflikt dobra i zła, to jednak konflikt ten kończy się z momentem zapanowania tzw. prawa logosu. Z prawem tym zostaje ustanowiony porządek dobra. Stąd obecność dobra i zła w świecie jest czymś czasowym i pozornym. Heraklit pisał: Natura dąży do przeciwieństw i z nich, a nie z rzeczy sobie podobnych tworzy harmonię; tak np. rodzaj męski łączy się z żeńskim, nie zaś każdy z nich z podobnym sobie, i w ten sposób pierwsza zgodność stworzyła siebie z przeciwieństw, a nie z rzeczy tego samego rodzaju . Z tej samej racji: „[...] jednym i tym samym jest w nas żywe i umarłe, to, co czuwa, i to, co śpi, młode i stare, ponieważ te rzeczy stają się po swej zmianie tamtymi, a tamte znów po swej zmianie stają się tymi” . Dlatego też ci, którzy są: „[...] nieśmiertelni śmiertelni; ci żyją śmiercią tamtych, tamci zmarli życiem tych. I dobro, i zło są czymś jednym . Natomiast: „[...] dla boga wszystko jest piękne, dobre i sprawiedliwe. Tylko ludzie uważają jedne rzeczy za sprawiedliwe, inne za niesprawiedliwe” .

            Podobne poglądy na temat tajemnicy zła głosił Pirron z Elidy. Zło według niego pojawia się dopiero w naszym poznaniu. Kiedy człowiek zaczyna coś twierdzić lub przeczyć, a więc poznawać, wtedy pojawia się błąd i prawda, dobro i fałsz. Dlatego radzi, by powstrzymać się od: „[...] sądu, któremu towarzyszy jak cień niewzruszony spokój [...]. W rzeczach, które od nas zależą, ani niczego nie wybieramy, ani nie unikamy. Tego zaś, co od nas nie zależy, ale jest koniecznością, nie możemy uniknąć, jak głodu, pragnienia, bólu, bo tego rozumem nie da się przemóc” . Rzeczy zaś same w sobie nie są „wyróżnione”, a więc nie są ani dobre, ani złe.

            Jeszcze inaczej próbowali wyjaśniać tajemnicę zła stoicy, dla których świat był przejawem tego samego odwiecznego boskiego prawa. Jest to prawo dobre i doskonałe. Istnienie świata, a w nim życie człowieka, jest tylko „błyskiem”, „mrugnięciem” tego odwiecznego prawa. Zło jest w ludzkich wadach i w ludzkim postępowaniu. W naturze nie ma jednak zła. Natura jest dobra. Stąd, jak powie Epikur, zło jest czymś pozornym. Wyrazi to w słynnym czwórmianie, że (1) bóstwo nie jest straszne, gdyż „bogów można oglądać tylko umysłem”; (2) śmierci się nie czuje, gdyż „śmierć jest niczym dla nas, bo to, co się rozpadło nie ma czucia, a co nie ma czucia, jest dla nas niczym”; (3) to, co jest dobre, jest łatwe do zdobycia, gdyż: „Granicą wielkości rozkoszy jest usunięcie wszelkich okoliczności wywołujących ból. Gdziekolwiek przeto jest rozkosz, w ciągu jej trwania nie ma tam bólu czy smutku ani tych cierpień razem” ; (4) to, co jest złe, jest łatwe do zniesienia. „Ból cielesny nie trwa bez przerwy; ból ostry trwa krótko, a taki, który zaledwie przewyższa rozkosz cielesną, nie utrzymuje się przez wiele dni. Co się zaś tyczy chorób przewlekłych, to dostarczają one ciału więcej przyjemności niż przykrości” . Jednak zło zostanie według nich ostatecznie pokonane na rzecz dobra.

Człowiek wydany w „ręce” zła

Z kolei możemy w dziejach myśli ludzkiej spotkać filozofów, którzy absolutyzując zło wskazują na dobro i zło, jako na dwie odwiecznie istniejące rzeczywistości, niezniszczalne i nieprzemijające. Wśród filozofów, którzy w starożytności propagowali tę interpretację, możemy wskazać m.in.: pitagorejczyków, Platona, Filona, Plotyna, Orygenesa, a w czasach nowożytnych A. Schopenhauera. Wszyscy oni utrzymywali, że zło i dobro mają swój samodzielny byt, swoją niezniszczalną naturę i swoją przyczynę.

            Według pitagorejczyków tajemnica zła w świecie kryje się w tym, że na szczycie świata znajdują się dwie zasady jego organizacji: monada (jedni) i diada (wielości). Pierwsza (monada) – zasada jedni – ma naturę dobra i jest doskonała. Druga (diada) zaś – zasada wielości – ma naturę zła i jest zasadą anarchii. Tymi dwiema zasadami rządzony jest kosmos i w nich upatrywano źródła tajemnicy zła: jego istnienia i natury.

            Platon, idąc po tej linii, wskazywał na istnienie dwóch przeciwnych sobie światów: świata dobra i zła, bytu i niebytu rządzonych przez dwie zasady: zasadę idei, która jest przyczyną dobra, i zasadę materii, która jest przyczyną zła. Plotyn z kolei, podejmując myśl Platona, jeszcze bardziej zradykalizował dualistyczną interpretację zła. Wskazał on na dobro jako tego typu byt, który się udziela (emanuje z siebie) – bonum est diffusivum sui. Złem zaś określił taki byt, który nie wyłania z siebie żadnej innej hipostazy, a takim czymś jest właśnie materia.

            Ta dualistyczna wizja świata, który tworzą byty dobre i złe, zostanie przejęta także przez niektórych starożytnych Ojców Kościoła. Orygenes np. wyjaśnia zło, które zapodmiotowane jest w materii, jako skutek grzechu pierworodnego. Byty bowiem, które zgrzeszyły i oddzieliły się od Boga, zostały związane z materią, która z natury jest zła i jest źródłem wszelkiego zła. Bóg jednak jest silniejszy od zła, dlatego w ostateczności uwalnia człowieka od niego, a to jest celem dzieła Odkupienia .

            Najbardziej skrajną interpretację zła spotykamy u A. Schopenhauera . Według niego cały świat materialny jest zły i stanowi przejaw zła. W świecie tym jest tyle zła, że wystarczyłaby jedna kropla – a świat ten pogrążyłby się w niebycie. Świat bowiem ma minimum warunków do istnienia. Stąd wystarczą najmniejsze perturbacje – czy to w kosmosie, czy w życiu społecznym lub moralnym – a wszystko pogrąży się w chaosie. Schopenhauer dowodził, jak wyjaśnia jego myśl B. Fuller, że: „[...] siły i zdarzenia zewnętrzne pozostają ze sobą w konflikcie i wzajemnie się niszczą. Odnosi się to do wszelkich stopni rozwoju kosmicznego. Przedmioty nieożywione miażdżą się wzajemnie. Ciała żywe żerują jedne na drugich. Organizmy wrażliwe przyczyniają bez końca cierpienia jeden drugiemu. Organizmy obdarzone inteligencją współ-zawodniczą ze sobą na śmierć i życie, a często walczą ze sobą otwarcie i krwawo. Proces kosmiczny jest samobójstwem bez końca. [...] Tak więc absolut [...] jest ślepy, irracjonalny i niemoralny. Absolut jest wolą, by istnieć, wolą, by żyć, mniejsza o to, w jaki sposób. [...] W takiej woli nie ma celu, nie ma moralności, nie ma szczęścia, nie ma dobra. Jej motywacja jest obłąkana, jej owocem jest cierpienie, a wszechświat, stworzony przez jej ślepe i kolidujące pragnienia, jest rzeczą złą” . Twórcą takiego świata nie może być Bóg, lecz jakiś Anty-Bóg (Gegen-Gott). To on pcha świat do cierpienia i bólu. Działanie tego Anty-Boga jest niepoznawalne.

            Można by jeszcze przytaczać inne, bardziej katastroficzne interpretacje problemu zła. Te, które przywołaliśmy, stanowią jedynie ich uprzykładowienie i sprowadzają się do jednego mianownika, a mianowicie absolutyzacji zła. Niemniej jednak, gdy rozglądamy się wokoło, możemy zauważyć, że także człowiek współczesny dość często sięga do tego typu interpretacji zła. Często dzielimy świat na świat rzeczy złych i dobrych, a wizje katastroficzne, zgodnie z którymi świat pędzi ku samozagładzie, dominują i wydają się być jedynymi do przyjęcia.

Należy jednak zauważyć, że interpretacje te, zarówno w formie dualizmu radykalnego, jak i pozornego, nie wyjaśniają problemu zła, a tylko go absolutyzują i sakralizują. Co więcej, pozbawiają człowieka jakiejkolwiek motywacji przeciwstawiania się złu. Człowiek został wydany na pastwę zła.

Tymczasem zantagonizowany świat bytów jest nie do pogodzenia z całą historią świata, który mimo wszystko trwa, a także z prawdą o stworzeniu całego świata ex nihilo przez Stwórcę i o powołaniu człowieka, by ten świat czynił sobie poddanym, przemieniając go i doskonaląc. Interpretacja ta pociąga za sobą także absurdalne konsekwencje praktyczne, które dotyczą np. wychowania (jak można wychowywać kogoś, kto jest z natury zły?), moralności (jak można odpowiadać za czyny, co do których człowiek nie jest wolny?) czy egzystencji ludzkiej (jak można żyć szczęśliwie w świecie zła i bezsensu?). Co więcej interpretacje te poddają człowieka i społeczności ludzkie pod władzę zła, którego nie można uniknąć, a co najwyżej znosić i jakoś się z nim układać (pertraktować ze złem). Jest to też interpretacja, która stoi w sprzeczności z realistyczną interpretacją świata, zgodnie z którą wszystkie byty są z natury dobre, jak i teologiczną, zgodnie z którą Bóg jest jedynym Panem świata. Trudno więc zadowolić się tego typu wyjaśnieniem tajemnicy zła, gdyż wyjaśnienie to rodzi więcej trudności i aporii niż dostarcza odpowiedzi.

o. prof. M. A. Krąpiec Filozoficzne wyjaśnienie faktu śmierci

ks. Czesław Cekiera Człowiek wobec życia i śmierci

ks. Marek Dziewiecki Śmierć, żałoba i życie

Przemysław Czarnek, Sławomir Zawiślak W sprawie testamentu życia i eutanazji na Eluanie Englaro

o. Marian Zawada OCD Wizja Boga, nieba i piekła u mistyków

Ryszard Polak Koncepcje zbawienia i potępienia w różnych cywilizacjach

ks. Adam Świeżyński Cuda a prawa przyrody – konflikt czy zgodne współistnienie?

Sławomir Skiba Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną!

Antoni Chrzonstowski Znamiona współczesności

Piotr Doerre Ich celem – zagłada Kościoła

 

Spełniać DOBRO

Dariusz Zalewski Walka duchowa

Hanna Karp Magia i dzieci

Teresa Mazur In coelo et in terra

 

WIARA poszukująca zrozumienia

 

Mieczysław A. Krąpiec, Zofia J. Zdybicka Świętość spełnieniem osoby

ks. Piotr Prusakiewicz CSMA W anielskiej asystencji. Obecność i działanie aniołów

ks. Andrzej Zwoliński Objawienia prywatne – rozpoznanie duchowe

[fragment]

Według nauki Kościoła całość treści Objawienia została przekazana ludziom w Objawieniu tzw. publicznym, które zostało już zakończone. Bóg powiedział wszystko w swoim Słowie. Św. Jan od Krzyża poucza: „Od kiedy Bóg dał nam swego Syna, który jest Jego jedynym Słowem, nie ma innych słów do dania nam. Przez to jedno Słowo powiedział nam wszystko naraz [...]. To bowiem, o czym częściowo mówił dawniej przez proroków, wypowiedział już całkowicie, dając nam swego Syna. Jeśli więc dzisiaj ktoś chciałby Go jeszcze pytać lub pragnąłby jakichś wizji lub objawień, nie tylko postępowałby błędnie, lecz także obrażałby Boga, nie mając oczu utkwionych jedynie w Chrystusa, szukając innych rzeczy lub nowości”. Powtórzył tę prawdę także II Sobór Watykański, który w konstytucji Dei Verbum (O Objawieniu Bożym) przypomniał: „Ekonomia chrześcijańska, jako nowe i ostateczne przymierze, nigdy nie ustanie i nie należy się już spodziewać żadnego objawienia publicznego przed chwalebnym ukazaniem się Pana naszego, Jezusa Chrystusa”. Zadaniem wierzących jest coraz głębsze wnikanie w znaczenie i doskonalsze rozumienie Objawienia, gdyż nie jest ono jeszcze całkowicie wyjaśnione. W Katechizmie Kościoła Katolickiego, ogłoszonym w 1992 r., znajduje się krótkie przypomnienie nauki Kościoła na temat objawień prywatnych: „W historii zdarzały się tak zwane objawienia prywatne; niektóre z nich zostały uznane przez autorytet Kościoła. Nie należą one jednak do depozytu wiary. Ich rolą nie jest «ulepszanie» czy «uzupełnianie» ostatecznego Objawienia Chrystusa, lecz pomoc w pełniejszym przeżywaniu go w jakiejś epoce historycznej. Zmysł wiary wiernych, kierowany przez Urząd Nauczycielski Kościoła, umie rozróżniać i przyjmować to, co w tych objawieniach stanowi autentyczne wezwanie Chrystusa lub świętych skierowane do Kościoła. Wiara chrześcijańska nie może przyjąć «objawień» zmierzających do przekroczenia czy poprawienia Objawienia, którego Chrystus jest wypełnieniem. Chodzi w tym wypadku o pewne religie niechrześcijańskie, a także o pewne ostatnio powstałe sekty, które opierają się na takich «objawieniach»”.

Status objawień prywatnych

Objawienia prywatne mają więc w Kościele niewielkie znaczenie i można nawet mówić o ich skromnym statusie, gdyż:

1. Nie mogą one nic dodać do Objawienia Chrystusa, które jest pełne, nie opuściło nic istotnego i koniecznego człowiekowi do zbawienia;

2. Są jedynie formą różnych działań w Kościele, a nie dotyczą Jego fundamentów;

3. Nawet uznane objawienia prywatne nie stanowią dogmatu, Kościół „nie zmusza” do wierzenia w nie, lecz mają one być na usługach wiary;

4. Nie są źródłem, lecz, według słów św. Jana od Krzyża, raczej ryzykiem dla życia mistycznego, gdyż mogą być przejawem pychy i nieuzasadnionej ciekawości;

5. Kościół obawia się iluzji i iluminizmu. Autorytet wizjonerów, którzy wydają się mieć bezpośredni kontakt z Bogiem, może się okazać zgubny, np. dla zachowania jedności Kościoła (sekty). Według Karla Rahnera w tym niepokoju tkwi zasadnicze historyczne źródło napięcia między wizjonerami a Kościołem;

6. Słowa Jezusa: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29) wyraźnie aprobują „wiarę na słowo”, bez dodatkowych „znaków”.

Objawienia Maryjne uznane przez Kościół

Skromny teologiczny status objawień prywatnych oraz obawa o podążanie wiernych za iluzją są zasadniczą przyczyną, dla której Kościół tylko nieliczne z nich przyjął oficjalnie. Do objawień prywatnych – Maryjnych, które Kościół oficjalnie uznał za prawdziwe, należą:

– Paryż (1830) – Matka Boża ukazała się kilkakrotnie młodej zakonnicy, Katarzynie Labouré, w klasztornej kaplicy Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Paryżu, przekazując Cudowny Medalik. Kościół uznał autentyczność tych objawień w 1933 r., a papież Pius XII w 1947 r. kanonizował Katarzynę Labouré.

– La Salette (1846) – w małej wiosce w diecezji Grenoble (południowo-wschodnia Francja) ukazała się Matka Boża dwojgu sierotom, które utrzymywały się z pracy w gospodarstwie Piotra Selme z Abbandins: Melanii Calvat i Maksymowi Giraud. Orędzie objawiającej się im Matki Bożej zawierało m.in. następujące treści: „Przyszłam obwieścić wam wielką nowinę [...]. Jeśli lud mój się nie nawróci, będę musiała opuścić ramię mojego Syna. Jest takie ciężkie, że już nie mogę udźwignąć [...]. Jak długo cierpię za was! Jeśli nie chcę, by porzucił was mój Syn, to muszę bez przerwy wstawiać się za wami, a wy nic o to nie dbacie”. Na polecenie biskupa Grenoble, Philiberta de Bruillarda, powołano do zbadania objawienia w La Salette komisję teologiczną, która pracowała pięć lat. 19 IX 1851 r. orzekła ona autorytatywnie, że „można uznać (te) objawienia Matki Bożej za pewne i niewątpliwe”. Objawienia owe przyczyniły się do powstania zgromadzenia księży saletynów.

– Pontmain (1871) – 17 I 1871 r., w małej wiosce w departamencie Mayenne we Francji, w czasie trwania wojny francusko-pruskiej, braciom Eugeniuszowi i Józefowi Barbett objawiła się Pani ubrana w granatową suknię zdobioną gwiazdami. 3 II 1872 r. komisja kościelna uznała nadprzyrodzony charakter tego objawienia.

– Gietrzwałd (1877) – w małej wiosce na Warmii, złożonej zaledwie z dwudziestu domów, od 27 VI do 16 IX 1877 r. dwóm dziewczynkom, Justynie Szafrańskiej i Barbarze Samulowskiej, objawiała się Matka Boża nad klonem koło kościoła. Przedstawiła się jako Najświętsza Maryja Niepokalanie Poczęta i wyraziła życzenie, aby dzieci codziennie odmawiały różaniec. Biskup warmiński, Filip Krementz, powołał komisję do zbadania objawień, która w orzeczeniu stwierdziła autorytatywnie: „Objawienia w Gietrzwałdzie muszą mieć realną podstawę nadprzyrodzoną [...]. Prostota dzieci, ich zachowanie się od początku wizji aż do tego czasu, dobra opinia o nich, ich bezinteresowność nie szukająca zysku – wszystko to wyklucza wątpliwość co do ich prawdomówności i rzetelności”. Biskup warmiński, Józef Drzazga, 11 IX 1977 r. w uroczystej formie, ale ostrożnym sformułowaniem, usankcjonował dekretem kult Maryjny oparty na „wydarzeniach prawdopodobnych i nie sprzeciwiających się wierze katolickiej”.

– Fatima (1917) – 130 km od Lizbony, w diecezji Leiria, 13 V 1917 r., w dolinie Cova da Iria, trojgu dzieci: Łucji dos Santos (8 lat), Franciszkowi Marto (7 lat) i Hiacyncie Marto (5 lat), ukazała się Matka Boża. Prosiła je, by przychodziły do Niej na spotkanie, nie zaniedbywały codziennego różańca, dodając modlitwę Chwała Ojcu oraz słowa „O mój Jezu, przebacz nam nasze winy, zachowaj nas od piekła i ulżyj duszom czyśćcowym, zwłaszcza najbardziej potrzebującym”. Kościół przez długi czas zachowywał dużą powściągliwość wobec objawień fatimskich. Dopiero 13 X 1930 r. biskup Leirii (od 1984 r. diecezja nosi nazwę Leiria – Fatima) José Alves Correia da Silva ogłosił list pasterski uznający „za wiarygodne widzenie dzieci w Cova da Iria” i zezwalający na oficjalny kult Matki Boskiej Fatimskiej. Hiacynta miała wizję papieża rannego na placu św. Piotra. Jan Paweł II potwierdził, podczas podróży do Portugalii w 1982 r., niezwykły związek między objawieniami fatimskimi a zamachem na jego życie: „Przybywam po to, ażeby na tym miejscu, które jak się wydaje, zostało szczególnie wybrane przez Matkę Boga, dziękować Bożej Opatrzności [...]. Jedna ręka wymierzyła broń, a druga zmieniła kierunek kuli”. Kule wyjęte z ciała papieża złożone zostały w sanktuarium fatimskim, jako wotum i „znak czasu”.

– Beauring – Banneux (1932-1933) – w dniach od 29 XI do 3 I 1933 r. w ustroniu Beauring Maryja ukazała się trzydzieści trzy razy pięciorgu dzieciom, które jeszcze nie chodziły do szkoły. W 1949 r. biskup diecezji w Liège ogłosił orzeczenie uznające autentyczność tych objawień.

Przez długi czas Kościół nie zatwierdził ani jednego objawienia prywatnego. Wyraźna zmiana nastąpiła dopiero w drugiej połowie lat 80., gdy wielu biskupów uznało kult nowych miejsc objawień i w jednym przypadku nawet ich autentyczność.

– Bianchi (Wenezuela) – objawienia Marii Esperanzy Medrano rozpoczęły się jeszcze w 1976 r. i trwały bardzo długo, zostały uznane 7 II 1988 r. przez biskupa Los Teques Pio Bello Ricardo.

Przychylne decyzje hierarchii kościelnej dotyczą kultu nowych miejsc objawień w:

– Akita (Japonia) – katolicka zakonnica siostra Agnieszka Katsuko Sasagawa, cudownie uleczona ze śmiertelnej choroby jeszcze przed wstąpieniem do klasztoru, po wypiciu wody źródlanej z Lourdes, miała od 1974 r. różne mistyczne przeżycia. W czasie Wielkanocy 1984 r. oficjalnie ogłoszono, że zdarzenia, które miały miejsce w klasztorze w pobliżu Akity, nie są wytworem wyobraźni zakonnicy czy halucynacji i zezwolono na kult Maryjny na tym miejscu.

– San Nicolas (Argentyna) – już po pierwszym badaniu biskup przybył przewodniczyć ogromnej ludowej procesji ku czci Maryi, odbywającej się 25 dnia każdego miesiąca, w której bierze udział tłum liczący 100 tys. wiernych. W czasie homilii 25 VII 1990 r. oświadczył: „Nie ma wątpliwości, że to wydarzenie łaski będzie nadal wzrastać. Przez swoje duchowe owoce udowodniło swoją autentyczność”. Mianował on komisję do zbadania autentyczności objawień, lecz odczytywał je głównie jako problem duszpasterski.

– Kibeho (Rwanda) – 15 VIII 1988 r. miejscowy biskup uznał kult. Komisja teologiczna jednak nadal bada autentyczność objawień.

– Medżugorje koło Mostaru (Bośnia i Hercegowina) – po raz pierwszy 24 VI 1981 r. miała ukazać się tu Matka Boża. Władze kościelne zezwoliły na Maryjny kult i modlitwę w tym miejscu, lecz nic nie wypowiedziały się na temat autentyczności objawień, zalecając ostrożność.

Objawienia prywatne odrzucone przez Kościół

Wiele prywatnych objawień nie spotkało się z aprobatą władzy duchownej, wobec niektórych wyrażono nawet zdecydowanie negatywną opinię. Nigdy nie zostały uznane przez Kościół za autentyczne objawienia w Garabandal. Miały one miejsce w małej hiszpańskiej wiosce położonej w Pirenejach, a otrzymała je dwunastoletnia Conchita Gonzales, a później jeszcze trzy inne dziewczynki. Początek objawień miał miejsce 18 VI 1961 r., zaś trwały one do 13 XI 1965 r. Towarzyszyło im wiele nadzwyczajnych zjawisk: lewitacje, znajomość języków (ksenoglozja), odgadywanie myśli, jasnowidzenie, widzialne udzielenie komunii św., rozmowy dzieci z umarłym ojcem jednej z dziewczynek, pojawienie się gwiazdy koloru czerwonego. 17 III 1967 r. biskup z Santanderu ogłosił oświadczenie samych wizjonerek, że „nie było żadnych pojawień się, ani Najświętszej Dziewicy, ani Archanioła Michała, nie było też żadnego posłannictwa”. Jezus uczył swoich uczniów: „Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych. Oto wam powiedziałem. Jeśli więc wam powiedzą: «Oto jest na pustyni», nie chodźcie tam! «Oto wewnątrz domu», nie wierzcie!” (Mt 24, 24-26).

Niektórzy uznali „cuda” w Garabandal za mamienie szatana, mające na celu wypaczenie Fatimy. Ks. Józef Warszawski TJ przywołał w związku z tym słowa św. Ignacego Loyoli z Ćwiczeń duchownych: „Taktyką złego anioła jest wślizgiwać się do wnętrza duszy nabożnej zgodnie z zastanymi jej pojęciami, by tak skaptowaną uwieść z kolei do sobie właściwych celów [...]. Jeśli tedy spostrzeże, iż zarówno początek zasugerowanej myśli, jak też środkowy jej przebieg, a w dodatku sam jej finał, składają się z elementów wyłącznie dobrych, zmierzających ku dobru, znakiem to będzie, iż działa duch dobry; jeśli zaś w owym ciągu zasugerowanej myśli zarysował się choćby odcień zła, znakiem to będzie oczywistym, iż działa za nią duch zły [...]”.

Początek objawień w Garabandal miał miejsce w chwili, gdy dziewczynki, po nieszporach w kościele, skradały się do ogrodu starej nauczycielki, by ukraść jabłka. Gdy odchodziły usłyszały „szurgot” z miejsca, gdzie dokonały kradzieży. Wystraszyły się, a nawet mówiły, odgadując instynktownie: „To diabeł!”. Gdy Conchita, w wieku siedemnastu lat wstąpiła do klasztoru w Pampelunie, po sześciu dniach otrzymała „od Jezusa” nakaz opuszczenia go i głoszenia Garabandal.

Orędowniczką Garabandal stała się słynna wizjonerka Vassula Ryden, autorka pięciu tomów prywatnych objawień Prawdziwe życie w Bogu. Już we wstępie książka ta zawiera fałszywe zapewnienie, że jako objawienie prywatne nie potrzebuje zgody władzy duchownej na publikację (imprimatur). Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 827 par. 3 wyraźnie precyzuje, że książki dotyczące wiary zaleca się przedstawić do zatwierdzenia biskupowi ordynariuszowi. Autorka jest urodzoną w Egipcie, w 1942 r., prawosławną Greczynką. Jest rozwódką ponownie zamężną, ma dwóch synów. Drugi mąż jest luteraninem. Była gwiazdą międzynarodowego tenisa, później modelką. Od 1985 r. podróżuje po całym świecie, w marcu 1994 r. odwiedziła także Polskę. Twierdzi, że Jezus Chrystus przekazuje jej różne objawienia, którymi się winna dzielić z ludzkością. Według niej zjednoczenie chrześcijaństwa dokona się poprzez Światową Radę Kościołów, do której Kościół katolicki nie należy. Podczas „ekstazy mistycznej” jej twarz „zamienia się w twarz Jezusa i głowę jej otacza niebieska aureola”. W związku z propagowaniem jej dzieła przypomniano wiernym kanon 827 par. 4 Kodeksu Prawa Kanonicznego: „W kościołach lub kaplicach nie można wystawiać, sprzedawać lub rozdawać książek, czy innych pism, traktujących o sprawach religii lub obyczajów, jeśli nie zostały wydane za zezwoleniem kompetentnej władzy kościelnej albo nie były przez nią potem zaaprobowane”.

ks. Aleksander Posacki Bałwochwalstwo (idolatria)

ks. Jan Sochoń Wiara i zwodnicze pułapki ateizmu

 

SZTUKA jest trudna

Elżbieta Skrzypek Przesłanie nadziei. Muzyczne wizje Apokalipsy na przykładzie dwóch współczesnych kompozycji polskich

 

Cywilizacyjne ROZMAITOŚCI

s. Zofia J. Zdybicka USJK Kto komu narusza „wolność religijną”?

W walce o wolność duchową – Z ks. dr. Eugeniuszem Derdziukiem rozmawia Anna Zalewska

List księdza Aleksandra Jełowieckiego do Ksawery Grocholskiej

 

Z życia INSTYTUTU EDUKACJI NARODOWEJ

Katarzyna Stępień O młodość bez agresji

RECENZJE

Piotr R. Mazur Aniele Boży…

Piotr R. Mazur Angielski syn marnotrawny wraca do domu

Piotr R. Mazur I przeminie ten świat, a z nim sława jego

 



ISSN 1643-3637, Fundacja Servire Veritati, Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2009, ss. 224, format: 166x240 , miękka oprawa

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

Cywilizacja nr 31. "Rzeczy ostateczne"

Cywilizacja nr 31. "Rzeczy ostateczne"

Non omnis moriar

Non omnis moriar („Nie wszystek umrę") - napisał największy bodaj poeta antycznego Rzymu, Quintus Horatius Flacus powszechnie zwany Horacym, w swej słynnej, powstałej w r. 23 przed Chr. odzie Exegi monumentum... Twórca wyrażał w ten sposób słuszne przeświadczenie o ponadczasowym charakterze swej sławy poetyckiej, lecz myśl: non omnis moriar - my, katolicy, możemy też potraktować szerzej, w kontekście dogmatów naszej religii o nieśmiertelności duszy i zmartwychwstaniu ciała. Wiemy przecież, iż na koniec naszej drogi przez życie doczesne nie rozpłyniemy się w nicość, lecz wkroczymy w wieczność, zostawiając ziemską powłokę w ciszy cmentarnej „na przechowanie" do dnia sądu ostatecznego tak, jak dziś pozostawiamy nasze okrycia w szatni teatralnej do czasu zakończenia spektaklu.
Moment, w którym dusza opuszczając ciało staje na progu wieczności w języku hagiografów nazywa się „narodzinami dla nieba" lub „powrotem do domu Ojca", zaś w języku lekarzy i prawników oraz w mowie potocznej nosi nazwę śmierci i jest pierwszą z rzeczy ostatecznych. Rzecz następna to Sąd Boży, kiedy przed Najwyższym Majestatem trzeba zdać rachunek z tego, jak wykorzystało się otrzymany Odeń dar życia, po czym zapada nieodwołalny wyrok: zbawienie, pokuta lub potępienie. Trzecia rzecz ostateczna to jedna z dróg wskazana duszy przez Najsprawiedliwszego z Sędziów: droga wiekuistej szczęśliwości obcowania z Nim, rzadko natychmiast osiągana, najczęściej poprzedzona czyśćcową lekcją pokory i miłości godnej Stwórcy albo droga piekielnej męki i wieczystych cierpień, od których nie ma ucieczki.
Większość z nas nieustannie odsuwa od siebie zarówno myśl o śmierci, jak i o tym, „co dalej?". Tłumaczymy to faktem, że natłok bieżących spraw i problemów nie pozostawia czasu, by rozważać sprawy związane z końcem życia. W istocie jednak do uchylania się od takich tematów w rozmowach i rozważaniach skłania nas z jednej strony po prostu strach i niewiedza, a z drugiej - „obowiązkowy" dziś, propagowany przez mass media kult młodości, urody, siły, bogactwa i życiowego sprytu, jakże daleki od głębokich rozterek, psychicznej i fizycznej udręki ludzi stających w obliczu własnej lub cudzej śmierci.
Świadomość rzeczy ostatecznych wobec ich nieuchronności i nieodwracalności jest jednak potrzebna każdemu człowiekowi. W jej rozbudowaniu i właściwym ukształtowaniu pomóc ma niniejszy numer „Cywilizacji", w którym zagadnienia dotyczące śmierci i życia wiecznego oraz pokrewne im kwestie natury teologicznej i filozoficznej znalazły wieloaspektowe odbicie. Zawarte w periodyku materiały można podzielić na trzy grupy tematyczne. Pierwsza obejmuje teksty związane z wiadomymi znakami Bożej obecności wśród żywych: cudami, objawieniami, wizjami świętych mistyków oraz artykuły rozważające istotę „krain zaświatów" - niebios, czyśćca i piekła, a także poświęcone aniołom, z uwzględnieniem ich służebnej roli wobec Boga i ludzi.
Teksty drugiej grupy odnoszą się do zła jako największej przeszkody na drodze człowieka do zbawienia. Dowiedzieć się z nich można, czym jest zło w ujęciu filozoficznym i pod jakimi postaciami atakuje dziś najczęściej. W poszczególnych artykułach mowa m.in. o postępującej dechrystianizacji, dokonującej się za przyzwoleniem i z poparciem rządów licznych „wysoko cywilizowanych" państw europejskich oraz instytucji unijnych, o eutanazji i aborcji, o eskalacji satanizmu, wreszcie - o mającym komercyjne podłoże propagowaniu wśród dzieci mody na „czary", wróżby i praktyki spirytystyczne w ramach tzw. „potteromanii" wywołanej powieściami J. Rowling.
Zagadnienia, z którymi wiąże się ostatnia grupa przedstawianych tekstów, można by nazwać umownie „pedagogiką rzeczy ostatecznych". Ukazują one przede wszystkim potrzebę mądrego „wychowania do śmierci", uświadamiania, że jest ona nie tyleż końcem, co początkiem, podnoszą sprawę umiejętnych rozmów z dziećmi o umieraniu, kwestię duchowego wsparcia dla osób przeżywających czas żałoby po zmarłych bliskich, problemy profilaktyki mogącej zahamować współczesną plagę samobójstw.
Mimo że tym razem materiały prezentowane na łamach „Cywilizacji" są nie najłatwiejsze i bardziej niż kiedykolwiek poważne, liczymy, że wzbudzą Państwa zainteresowanie, a jeśli pod wpływem lektury Horacjańskie Non omnis moriar będą mogli Państwo powtórzyć sobie w duchu z pełnym zrozumieniem i ufną w Bogu nadzieją, będziemy szczęśliwi, iż 31. numer naszego kwartalnika należycie wypełnił swą misję. REDAKCJA

ISSN 1643-3637, Fundacja Servire Veritati, Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2009, ss. 224, format: 166x240 , miękka oprawa

Copyright © 2021 Fundacja Servire Veritati Instytut Edukacji Narodowej. Wykonanie: Nazwa.pl