Myśmy rebelianci. Piosenki Żołnierzy Wyklętych. Płyta CD Zobacz większe

Myśmy rebelianci. Piosenki Żołnierzy Wyklętych. Płyta CD

Nowy produkt

"Myśmy Rebelianci" to projekt muzyczny stworzony przez zespół rockowy De Press i Muzeum Powstania Warszawskiego. W rockowych aranżacjach zostały przygotowane wiersze i piosenki żołnierzy podziemia antykomunistyczego, żonierzy AK i WiN. Płyta została pomyślana jako swoisty podręcznik dla młodzieży o losach partyzantów walczących z NKWD i UB. Jednym z bardziej wzruszający utworów jest piosenka „Trudny czas", której tekst przytaczamy poniżej:

O Panie Boże przywróć nam Polskę,
bo przeżywamy trudny czas,
A nasze życie takie tułacze
łaskawie spojrzyj na nas choć raz
Boże, jak ciężko w tym lesie siedzieć
i nie ma miejsca tu dla nas
Kochany bracie i przyjacielu
nie wydawajcie proszę nas.
A matka płacze i ojciec nie wie
że w okrążeniu jestem ja.
O mej ojczyźnie kochanej Polsce
nie zapominam nigdy ja.
Lecz wywalczymy kochaną Polskę
za którą leje się tyle łez
Za którą ginie tylu rodaków
Na ich mogiłach zakwitnie bez.
A ptaszka będzie śpiewać radośnie
że na wolności może żyć.
A biedna matka płakać żałośnie
bo syn jej będzie gdzieś w lesie gnić.

Piosenka śpiewana była „za drugiego sowieta", czyli po lipcu 1944 r., w polskich poakowskich oddziałach partyzanckich walczących na terenach Nowogrodczyzny i Grodzieńszczyzny anektowanych przez Związek Sowiecki. Największą zwartą strukturą, działającą do 1949 r., był tam połączony Obwód AK Szczuczyn - Lida, dowodzony przez ppor. Anatola Radziwonika „Olecha". Ten niezłomny oficer (harcerz, w 1944 r. podkomendny legendarnego por. Jana Piwnika „Ponurego" w VII batalionie 77 pp AK), miał pod swymi rozkazami setki konspiratorów i partyzantów, broniących mieszkańców polskich kresów przed uciskiem i bezprawiem władz sowieckich. Walczyli z nadzieją, że „wywalczą kochaną Polskę", a ofiara setek ochotników, którzy „nigdy nie zapominali o swojej ojczyźnie" i w końcu opłakiwani przez matki „gdzieś w lesie zgnili" nie pozostanie daremna. Oddział „Olecha" został rozbity w boju z NKWD w maju 1949 r. koło wioski Raczkowszczyzna. Poległ wówczas „Olech" i 10 jego podkomendnych. Śmierć w partyzanckich potyczkach, egzekucjach, katowniach NKWD i sowieckich obozach koncentracyjnych poniosła ogromna większość podkomendnych „Olecha", w tym wszyscy dowódcy podległych mu pododdziałów. Nieliczni, którzy przeżyli, wychodzili z łagrów dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych, ostatni żołnierze „Olecha" wyszli z nich w latach siedemdziesiątych! Komuniści starannie zadbali, by o losie tych katorżników nikt się nie dowiedział. Wszak w zniewolonej przez komunistów Polsce panowała wówczas „mała stabilizacja", a władze Związku Sowieckiego przekonywały wolny świat o rzekomo „ludzkiej twarzy" systemu komunistycznego. Śmierć „Olecha" położyła kres zorganizowanemu polskiemu oporowi przeciw sowietom na Ziemi Nowogródzkiej, jednak jeszcze do połowy lat pięćdziesiątych walka zbrojna na tym terenie była kontynuowana przez drobne grupki „ostatnich leśnych" i nawet pojedynczych partyzantów. Tekst piosenki wydaje się znakomicie oddawać atmosferę końcowego etapu partyzanckiej walki ostatnich obrońców Polskich Kresów, osamotnionych, osaczanych przez agenturę komunistyczną, tropionych przez obławy NKWD i ginących przy biernym, przyzwalającym milczeniu wolnego świata za „żelazną kurtyną".

Równie wzruszająca jest śpiewana pierwotnie przez żołnierzy cichociemnego Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora" piosenka „Niech się Pani pomodli":

Zmrok zapadał szarosielankowy, z łąk skoszonych aromaty szły,
Wiatr coś szeptał, tuląc drzew korony, z dala we wsi ujadały psy.
Wtem słychać zgiełk i turkot wielu wozów, młodych głosów nawoływań moc,
To nadciąga partyzancki obóz, by zajmować kwatery na noc.
I był tam ktoś, tak bardzo zadumany,
co w oczach miał idei wielki cel.
Ktoś, kto tańcząc ze mną leśne tango,
z cicha szeptał dziwne słowa te:
Niech się Pani pomodli, dzisiaj w mojej intencji,
bo wyprawa mnie czeka, niebezpieczna i zła.
Może Pani modlitwa, będzie dla mnie skuteczną
i uchroni od złego, tego co prosi tak.
„Wicher od Turbacza" to z kolei piosenka „Ogniowców" podkomendnych Józefa Kurasia, która niezwykle żywo przedstawia leśną walkę z UB i NKWD na Podhalu: Szumi bór, huczy las, wieje halny wiatr,
górą od Turbacza, aż po szczyty Tatr
idzie w bój „Ognia" brać, idzie wrogów prać
„Ogień" bije, „Ogień" siecze, ubowcowi postrach niesie
„Ogień" bije, „Ogień" siecze, ubowcowi postrach niesie
stój wrogu bo tu „Ognia" las !
(...) A kto chce rozkoszy użyć niech do lasu idzie służyć
Lepiej zginąć na wolności, niż w niewoli zginać kości
Idzie w bój „Ognia" brać, idzie wrogów prać (...)

Innym wyśpiewanym opisem akcji jest piosenka „Patrol", która powstała w odtworzonej na Podlasiu 6 Brygadzie Wileńskiej AK, dowodzonej od połowy 1946 r. przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota". Oddziały 6 Brygady, zwane szwadronami, operowały na rozległych terenach województwa warszawskiego, białostockiego i lubelskiego, a mówi o odbiciu więźniów z ubeckiego transportu:

Strumienie deszczu z nieba spływają,
pasmami wody na falę zbóż,
chylą się zboża przez nich ciśnięte,
a nie postrzeżesz polnych tu grusz.
Pod falą zboża w bruździe się kryje,
patrol żandarmów, dowódca „Młot".
swoje „derkacze" w dłoniach ściskają,
a oczy ognie rzucają w lot. (...)
Pod wiatr zgłuszone szumy motorów.
to szosą auto pomyka w dal,
z niego wystają lufy „dziekciarów",
z nimi złączony ohydny wróg.
Z auta zanosi się płacz niewieści,
a z nim się miesza przekleństw grad,
ubowiec - bestia krzywdzi więzionych,
krwią ściekający Polak-nasz brat.
Serca nam ranią braci cierpienia
twarze wylękłe, gdy widzą nas,
a drzwi częstokroć są nam zamknięte,
żal z trwogą żyje u ludzi mas.
Terror nie zmieni nas, ni krwi strugi
idziemy rozbić krwiożerczą dłoń,
gdy zginie jeden, nastąpi drugi,
kroczymy w bliznach do Wolności bram.
Lecz ta godzina słuszna wybije,
w niej się rozlegnie wystrzałów huk,
czerwona hydra marnie zaginie,
A sędzią prawym będzie sam Bóg.


Oprócz wymienionych zacytowanych utworów na płycie znajdują się m. in. piosenki partyzantów sławnego dowódcy Wileńskiej AK mjr Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszko", piosenka „Las Makoszki", której tekst napisali słynni kpt. Zdzisław Broński „Uskok" i Leon Taraszkiewicz „Żelazny"
Piosenki mimo rockowego brzmienia bardzo dobrze się słuchają. Warto też dodać, że ową inicjatywę muzyczną z wielką radością przyjęli kombatanci WiN i NSZ, m. in. major Marian Pawełczak podkomendny słynnych dowódców Hieronika Dekutowskiego „Zapory" i Zdzisława Brońskiego „Uskoka"

De Press, Myśmy rebelianci, Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa 2009, płyta CD

Wysyłka w przeciągu 1-5 dni roboczych

Więcej szczegółów

45,00 zł brutto

Dodaj do listy życzeń

Więcej informacji

"Myśmy Rebelianci" to projekt muzyczny stworzony przez zespół rockowy De Press i Muzeum Powstania Warszawskiego. W rockowych aranżacjach zostały przygotowane wiersze i piosenki żołnierzy podziemia antykomunistyczego, żonierzy AK i WiN. Płyta została pomyślana jako swoisty podręcznik dla młodzieży o losach partyzantów walczących z NKWD i UB. Jednym z bardziej wzruszający utworów jest piosenka „Trudny czas", której tekst przytaczamy poniżej:

O Panie Boże przywróć nam Polskę,
bo przeżywamy trudny czas,
A nasze życie takie tułacze
łaskawie spojrzyj na nas choć raz
Boże, jak ciężko w tym lesie siedzieć
i nie ma miejsca tu dla nas
Kochany bracie i przyjacielu
nie wydawajcie proszę nas.
A matka płacze i ojciec nie wie
że w okrążeniu jestem ja.
O mej ojczyźnie kochanej Polsce
nie zapominam nigdy ja.
Lecz wywalczymy kochaną Polskę
za którą leje się tyle łez
Za którą ginie tylu rodaków
Na ich mogiłach zakwitnie bez.
A ptaszka będzie śpiewać radośnie
że na wolności może żyć.
A biedna matka płakać żałośnie
bo syn jej będzie gdzieś w lesie gnić.

Piosenka śpiewana była „za drugiego sowieta", czyli po lipcu 1944 r., w polskich poakowskich oddziałach partyzanckich walczących na terenach Nowogrodczyzny i Grodzieńszczyzny anektowanych przez Związek Sowiecki. Największą zwartą strukturą, działającą do 1949 r., był tam połączony Obwód AK Szczuczyn - Lida, dowodzony przez ppor. Anatola Radziwonika „Olecha". Ten niezłomny oficer (harcerz, w 1944 r. podkomendny legendarnego por. Jana Piwnika „Ponurego" w VII batalionie 77 pp AK), miał pod swymi rozkazami setki konspiratorów i partyzantów, broniących mieszkańców polskich kresów przed uciskiem i bezprawiem władz sowieckich. Walczyli z nadzieją, że „wywalczą kochaną Polskę", a ofiara setek ochotników, którzy „nigdy nie zapominali o swojej ojczyźnie" i w końcu opłakiwani przez matki „gdzieś w lesie zgnili" nie pozostanie daremna. Oddział „Olecha" został rozbity w boju z NKWD w maju 1949 r. koło wioski Raczkowszczyzna. Poległ wówczas „Olech" i 10 jego podkomendnych. Śmierć w partyzanckich potyczkach, egzekucjach, katowniach NKWD i sowieckich obozach koncentracyjnych poniosła ogromna większość podkomendnych „Olecha", w tym wszyscy dowódcy podległych mu pododdziałów. Nieliczni, którzy przeżyli, wychodzili z łagrów dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych, ostatni żołnierze „Olecha" wyszli z nich w latach siedemdziesiątych! Komuniści starannie zadbali, by o losie tych katorżników nikt się nie dowiedział. Wszak w zniewolonej przez komunistów Polsce panowała wówczas „mała stabilizacja", a władze Związku Sowieckiego przekonywały wolny świat o rzekomo „ludzkiej twarzy" systemu komunistycznego. Śmierć „Olecha" położyła kres zorganizowanemu polskiemu oporowi przeciw sowietom na Ziemi Nowogródzkiej, jednak jeszcze do połowy lat pięćdziesiątych walka zbrojna na tym terenie była kontynuowana przez drobne grupki „ostatnich leśnych" i nawet pojedynczych partyzantów. Tekst piosenki wydaje się znakomicie oddawać atmosferę końcowego etapu partyzanckiej walki ostatnich obrońców Polskich Kresów, osamotnionych, osaczanych przez agenturę komunistyczną, tropionych przez obławy NKWD i ginących przy biernym, przyzwalającym milczeniu wolnego świata za „żelazną kurtyną".

Równie wzruszająca jest śpiewana pierwotnie przez żołnierzy cichociemnego Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora" piosenka „Niech się Pani pomodli":

Zmrok zapadał szarosielankowy, z łąk skoszonych aromaty szły,
Wiatr coś szeptał, tuląc drzew korony, z dala we wsi ujadały psy.
Wtem słychać zgiełk i turkot wielu wozów, młodych głosów nawoływań moc,
To nadciąga partyzancki obóz, by zajmować kwatery na noc.
I był tam ktoś, tak bardzo zadumany,
co w oczach miał idei wielki cel.
Ktoś, kto tańcząc ze mną leśne tango,
z cicha szeptał dziwne słowa te:
Niech się Pani pomodli, dzisiaj w mojej intencji,
bo wyprawa mnie czeka, niebezpieczna i zła.
Może Pani modlitwa, będzie dla mnie skuteczną
i uchroni od złego, tego co prosi tak.
„Wicher od Turbacza" to z kolei piosenka „Ogniowców" podkomendnych Józefa Kurasia, która niezwykle żywo przedstawia leśną walkę z UB i NKWD na Podhalu: Szumi bór, huczy las, wieje halny wiatr,
górą od Turbacza, aż po szczyty Tatr
idzie w bój „Ognia" brać, idzie wrogów prać
„Ogień" bije, „Ogień" siecze, ubowcowi postrach niesie
„Ogień" bije, „Ogień" siecze, ubowcowi postrach niesie
stój wrogu bo tu „Ognia" las !
(...) A kto chce rozkoszy użyć niech do lasu idzie służyć
Lepiej zginąć na wolności, niż w niewoli zginać kości
Idzie w bój „Ognia" brać, idzie wrogów prać (...)

Innym wyśpiewanym opisem akcji jest piosenka „Patrol", która powstała w odtworzonej na Podlasiu 6 Brygadzie Wileńskiej AK, dowodzonej od połowy 1946 r. przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota". Oddziały 6 Brygady, zwane szwadronami, operowały na rozległych terenach województwa warszawskiego, białostockiego i lubelskiego, a mówi o odbiciu więźniów z ubeckiego transportu:

Strumienie deszczu z nieba spływają,
pasmami wody na falę zbóż,
chylą się zboża przez nich ciśnięte,
a nie postrzeżesz polnych tu grusz.
Pod falą zboża w bruździe się kryje,
patrol żandarmów, dowódca „Młot".
swoje „derkacze" w dłoniach ściskają,
a oczy ognie rzucają w lot. (...)
Pod wiatr zgłuszone szumy motorów.
to szosą auto pomyka w dal,
z niego wystają lufy „dziekciarów",
z nimi złączony ohydny wróg.
Z auta zanosi się płacz niewieści,
a z nim się miesza przekleństw grad,
ubowiec - bestia krzywdzi więzionych,
krwią ściekający Polak-nasz brat.
Serca nam ranią braci cierpienia
twarze wylękłe, gdy widzą nas,
a drzwi częstokroć są nam zamknięte,
żal z trwogą żyje u ludzi mas.
Terror nie zmieni nas, ni krwi strugi
idziemy rozbić krwiożerczą dłoń,
gdy zginie jeden, nastąpi drugi,
kroczymy w bliznach do Wolności bram.
Lecz ta godzina słuszna wybije,
w niej się rozlegnie wystrzałów huk,
czerwona hydra marnie zaginie,
A sędzią prawym będzie sam Bóg.


Oprócz wymienionych zacytowanych utworów na płycie znajdują się m. in. piosenki partyzantów sławnego dowódcy Wileńskiej AK mjr Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszko", piosenka „Las Makoszki", której tekst napisali słynni kpt. Zdzisław Broński „Uskok" i Leon Taraszkiewicz „Żelazny"
Piosenki mimo rockowego brzmienia bardzo dobrze się słuchają. Warto też dodać, że ową inicjatywę muzyczną z wielką radością przyjęli kombatanci WiN i NSZ, m. in. major Marian Pawełczak podkomendny słynnych dowódców Hieronika Dekutowskiego „Zapory" i Zdzisława Brońskiego „Uskoka"

De Press, Myśmy rebelianci, Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa 2009, płyta CD

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

Myśmy rebelianci. Piosenki Żołnierzy Wyklętych. Płyta CD

Myśmy rebelianci. Piosenki Żołnierzy Wyklętych. Płyta CD

"Myśmy Rebelianci" to projekt muzyczny stworzony przez zespół rockowy De Press i Muzeum Powstania Warszawskiego. W rockowych aranżacjach zostały przygotowane wiersze i piosenki żołnierzy podziemia antykomunistyczego, żonierzy AK i WiN. Płyta została pomyślana jako swoisty podręcznik dla młodzieży o losach partyzantów walczących z NKWD i UB. Jednym z bardziej wzruszający utworów jest piosenka „Trudny czas", której tekst przytaczamy poniżej:

O Panie Boże przywróć nam Polskę,
bo przeżywamy trudny czas,
A nasze życie takie tułacze
łaskawie spojrzyj na nas choć raz
Boże, jak ciężko w tym lesie siedzieć
i nie ma miejsca tu dla nas
Kochany bracie i przyjacielu
nie wydawajcie proszę nas.
A matka płacze i ojciec nie wie
że w okrążeniu jestem ja.
O mej ojczyźnie kochanej Polsce
nie zapominam nigdy ja.
Lecz wywalczymy kochaną Polskę
za którą leje się tyle łez
Za którą ginie tylu rodaków
Na ich mogiłach zakwitnie bez.
A ptaszka będzie śpiewać radośnie
że na wolności może żyć.
A biedna matka płakać żałośnie
bo syn jej będzie gdzieś w lesie gnić.

Piosenka śpiewana była „za drugiego sowieta", czyli po lipcu 1944 r., w polskich poakowskich oddziałach partyzanckich walczących na terenach Nowogrodczyzny i Grodzieńszczyzny anektowanych przez Związek Sowiecki. Największą zwartą strukturą, działającą do 1949 r., był tam połączony Obwód AK Szczuczyn - Lida, dowodzony przez ppor. Anatola Radziwonika „Olecha". Ten niezłomny oficer (harcerz, w 1944 r. podkomendny legendarnego por. Jana Piwnika „Ponurego" w VII batalionie 77 pp AK), miał pod swymi rozkazami setki konspiratorów i partyzantów, broniących mieszkańców polskich kresów przed uciskiem i bezprawiem władz sowieckich. Walczyli z nadzieją, że „wywalczą kochaną Polskę", a ofiara setek ochotników, którzy „nigdy nie zapominali o swojej ojczyźnie" i w końcu opłakiwani przez matki „gdzieś w lesie zgnili" nie pozostanie daremna. Oddział „Olecha" został rozbity w boju z NKWD w maju 1949 r. koło wioski Raczkowszczyzna. Poległ wówczas „Olech" i 10 jego podkomendnych. Śmierć w partyzanckich potyczkach, egzekucjach, katowniach NKWD i sowieckich obozach koncentracyjnych poniosła ogromna większość podkomendnych „Olecha", w tym wszyscy dowódcy podległych mu pododdziałów. Nieliczni, którzy przeżyli, wychodzili z łagrów dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych, ostatni żołnierze „Olecha" wyszli z nich w latach siedemdziesiątych! Komuniści starannie zadbali, by o losie tych katorżników nikt się nie dowiedział. Wszak w zniewolonej przez komunistów Polsce panowała wówczas „mała stabilizacja", a władze Związku Sowieckiego przekonywały wolny świat o rzekomo „ludzkiej twarzy" systemu komunistycznego. Śmierć „Olecha" położyła kres zorganizowanemu polskiemu oporowi przeciw sowietom na Ziemi Nowogródzkiej, jednak jeszcze do połowy lat pięćdziesiątych walka zbrojna na tym terenie była kontynuowana przez drobne grupki „ostatnich leśnych" i nawet pojedynczych partyzantów. Tekst piosenki wydaje się znakomicie oddawać atmosferę końcowego etapu partyzanckiej walki ostatnich obrońców Polskich Kresów, osamotnionych, osaczanych przez agenturę komunistyczną, tropionych przez obławy NKWD i ginących przy biernym, przyzwalającym milczeniu wolnego świata za „żelazną kurtyną".

Równie wzruszająca jest śpiewana pierwotnie przez żołnierzy cichociemnego Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora" piosenka „Niech się Pani pomodli":

Zmrok zapadał szarosielankowy, z łąk skoszonych aromaty szły,
Wiatr coś szeptał, tuląc drzew korony, z dala we wsi ujadały psy.
Wtem słychać zgiełk i turkot wielu wozów, młodych głosów nawoływań moc,
To nadciąga partyzancki obóz, by zajmować kwatery na noc.
I był tam ktoś, tak bardzo zadumany,
co w oczach miał idei wielki cel.
Ktoś, kto tańcząc ze mną leśne tango,
z cicha szeptał dziwne słowa te:
Niech się Pani pomodli, dzisiaj w mojej intencji,
bo wyprawa mnie czeka, niebezpieczna i zła.
Może Pani modlitwa, będzie dla mnie skuteczną
i uchroni od złego, tego co prosi tak.
„Wicher od Turbacza" to z kolei piosenka „Ogniowców" podkomendnych Józefa Kurasia, która niezwykle żywo przedstawia leśną walkę z UB i NKWD na Podhalu: Szumi bór, huczy las, wieje halny wiatr,
górą od Turbacza, aż po szczyty Tatr
idzie w bój „Ognia" brać, idzie wrogów prać
„Ogień" bije, „Ogień" siecze, ubowcowi postrach niesie
„Ogień" bije, „Ogień" siecze, ubowcowi postrach niesie
stój wrogu bo tu „Ognia" las !
(...) A kto chce rozkoszy użyć niech do lasu idzie służyć
Lepiej zginąć na wolności, niż w niewoli zginać kości
Idzie w bój „Ognia" brać, idzie wrogów prać (...)

Innym wyśpiewanym opisem akcji jest piosenka „Patrol", która powstała w odtworzonej na Podlasiu 6 Brygadzie Wileńskiej AK, dowodzonej od połowy 1946 r. przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota". Oddziały 6 Brygady, zwane szwadronami, operowały na rozległych terenach województwa warszawskiego, białostockiego i lubelskiego, a mówi o odbiciu więźniów z ubeckiego transportu:

Strumienie deszczu z nieba spływają,
pasmami wody na falę zbóż,
chylą się zboża przez nich ciśnięte,
a nie postrzeżesz polnych tu grusz.
Pod falą zboża w bruździe się kryje,
patrol żandarmów, dowódca „Młot".
swoje „derkacze" w dłoniach ściskają,
a oczy ognie rzucają w lot. (...)
Pod wiatr zgłuszone szumy motorów.
to szosą auto pomyka w dal,
z niego wystają lufy „dziekciarów",
z nimi złączony ohydny wróg.
Z auta zanosi się płacz niewieści,
a z nim się miesza przekleństw grad,
ubowiec - bestia krzywdzi więzionych,
krwią ściekający Polak-nasz brat.
Serca nam ranią braci cierpienia
twarze wylękłe, gdy widzą nas,
a drzwi częstokroć są nam zamknięte,
żal z trwogą żyje u ludzi mas.
Terror nie zmieni nas, ni krwi strugi
idziemy rozbić krwiożerczą dłoń,
gdy zginie jeden, nastąpi drugi,
kroczymy w bliznach do Wolności bram.
Lecz ta godzina słuszna wybije,
w niej się rozlegnie wystrzałów huk,
czerwona hydra marnie zaginie,
A sędzią prawym będzie sam Bóg.


Oprócz wymienionych zacytowanych utworów na płycie znajdują się m. in. piosenki partyzantów sławnego dowódcy Wileńskiej AK mjr Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszko", piosenka „Las Makoszki", której tekst napisali słynni kpt. Zdzisław Broński „Uskok" i Leon Taraszkiewicz „Żelazny"
Piosenki mimo rockowego brzmienia bardzo dobrze się słuchają. Warto też dodać, że ową inicjatywę muzyczną z wielką radością przyjęli kombatanci WiN i NSZ, m. in. major Marian Pawełczak podkomendny słynnych dowódców Hieronika Dekutowskiego „Zapory" i Zdzisława Brońskiego „Uskoka"

De Press, Myśmy rebelianci, Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa 2009, płyta CD

Copyright © 2017 Fundacja Servire Veritati Instytut Edukacji Narodowej. Wykonanie: Nazwa.pl